Wyświetlono wypowiedzi wyszukane dla zapytania: szkice motyli
Wiadomość
  ogrodnik

Ładnie piszesz. Mam tylko dwa zastrzeżenia:
1. "ce-dur" zmienił bym na "c-dur"
2. Szkoda że nie wrzuciłeś choć szczypty rymu

Pozdrawiam

Mash & 007



fonetycznie. Jeśli chodzi o rymy, myślę, że nie są tu konieczne.
W każdym bądź razie dzięki za pozytywną opinię.

Pozdrawiam
DarekS

PS. Teraz rymów nie używam. Ale jako bonus dla Ciebie załączam
mój wiersz bardzo stary, ale za to z rymami.

szkic fantastyczny

bez dzwonów
i bez słów w ogóle
z szelestem liści
z nożem w plecach
pijany pieśnią
ktoś wędruje
a za nim
stado ptaków leci

wędruje skądś
wędruje dokądś
palcami w przód
a piętą w tyle
drapiąc obłoki
rozczochrane
i głaszcząc gwiazdy
jak motyle

a nocą ciemną
gdy tchu zbraknie
kiedy krew cała
już wypłynie
on się zaśmieje
szczęką kłapnie
i cały w mroku
się rozpłynie

___________________________

i jeszcze jeden dla dzieci:

Mała dziewczynka

Mała dziewczynka budzi się rankiem,
Jasne otwiera oczy,
Szukając we śnie zagasłej bajki
Niedźwiadka rączką otoczy.

Misio w objęciach to puchacieje,
To rozpluszawia się miękko,
Mała dziewczynka głośno się śmieje,
Głaszcząc różowe futerko.

________________________________

I to na tyle.

DarekS

 
  Coś dla miłośników Karpat Wschodnich
Równie ciekawe są cykliczne wydawnictwa poświęcone kresom. Przed sobą mam "Kresy nr 4" wydawane przez Przemyskie Centrum Kultury i Nauki. "Brzeżany" Bogdana Witolda Motyla to popularna momografia bardzo bogato ilustrowana zdjęciami i dawną ikonografią. Przedstawia dzieje Brzeżan miasta, twierdzy, zamku, ośrodka kulturowego dawnej Rzeczypospolitej. Widoczne na współczesnych zdjęciach zniszczenia w połączeniu z dawnymi rysunkami, szkicami, opisem mają dramatyczną wymowę. Na naszych oczach odchodzi w przeszłość coś niepowtarzalnego o bardzo dużej wartości kulturowej, historycznej.
  *** [Krwią mi pulsujesz na wargach...]
Nie, nie doczekam do jutra, bo mnie gryzą te pejzaże w zadek...
Ten tryb rozkazujący psuje całość i o ile mniej raził gdy zwrotki miały odwrotną kolejność, o tyle teraz, po przestawieniu, całkiem traci sens

Twoja propozycja "kreślisz" mi się podoba. Myślałam też o "tworzysz", choć kreślisz brzmi jakoś tak w moich uszach bardziej poetycko.

"Dotykiem szkicuj pejzaże"

Ale mam też inny pomysł:

"Dotyk szkicuje pejzaże,"

Ten szkic przy dotyku lekkim jak tchnienie i motyl wydaje się najlepszy, bo pokazuje, że to zarys dopiero owych pejzaży namiętności, które krwiożerczo nabierają barw w drugiej zwrotce.

Tak wygląda więc całość po poprawce:

Dotyk szkicuje pejzaże
naszej podzielnej rokoszy,
Odpływam coraz to dalej...
Dotyk szkicuje pejzaże,
niech wyobraźnię rozżarzę
tchnieniem tak lekkim jak motyl.
Dotyk szkicuje pejzaże
naszej podzielnej rozkoszy.

Krwią mi pulsujesz na wargach,
a drżące ciało nie kłamie,
wichrem emocji wciąż targasz –
krwią mi pulsujesz na wargach.
Ni jęk to rozkoszy, ni skarga
nad wspólnym naszym posłaniem:
krwią mi pulsujesz na wargach,
a drżące ciało nie kłamie.

Co Wy na to?
  Mirg
Jak zwykle chęć napisania czegoś w Mirgu pojawia się, kiedy robię pracę domową. Ta tym razem polega na zrobieniu plakaciku i przepisaniu wszystkiego z podręcznika, co jest zajęciem niezwykle nudnym.
Nie mam dziś wiele do powiedzenia. Kiedy skończy się ta cała szkoła mam zamiar wziąć się za komiks o mnie. Będzie to cos w stylu Mirgu, chyba. Mam już gotowe pierwsze szkice. Problem w tym, że sporo one zajmują.
Po drugie, nadal nie dostałam tablicy korkowej.
A na koniec chcę powiedzieć jedno: Adrian. I może jeszcze niebieskie motyle.
 
  tatuaż / body piercing
okrutnie okrutnie okrutnie oklepany wzór
I wlasnie dlatego - nigdy w zyciu.

Foxy gdzie Ty masz tego tatuaza?

A ja dalej z tatuazami w miejscu stoje. Moze Haro zbajeruje zeby mi narysowal tego motyla. Bo w studiu nie bede szkicow robic bo bym musiala tam chyba zamieszkac
  Łukasz Orbitowski
hej, hej.
Parę spraw. Nie jest tak, że nie zagladam na forum, bo mam opinie ludzi w czterech literach, nie, one są dla mnie bardzo ważne. te dobre i te złe. Po prostu, mam o wiele mniej czasu, niż 2 lata temu, właściwie, jestem zajęty od rana do wieczora, non stop. I zwyczjanie patrzę, myslę: a to odpiszę jutro. I jutro też coś jest do zrobienia.
więc tak. Adam, myslę, że przesadzasz z moim zaangażowaniem, ja po prostu piszę. I jest wielu autorów fantastyki piszących książki głównonurtowe i na odwrót: Komuda, Pawlak, Ziemkiewicz, Rafał Dębski, Andrzej Ziemiański. "Ludzie jak motyle" są powieścia fantastyczą, wątek fantastyczny ujawnia się dość późno i rszeczywiście, czytelnik będzie musiał sie przygotować na jakieś 130 stron obyczaju. Zresztą nie wiem, przecztalem ten tekst i wymaga masy pracy, właściwie teraz mam szkic powieści.
Zakończenie Wrocławia było wymyślone od początku, w chwili gdy przyeszedł mi do głowy sam pomysł na książkę. Nie przypuszczałem, że będzie az tak tajemnicze.
Zapraszam na spotkanie ze mną w Krk, 22.maja w śródmiejskim ośrodku kultury na mikołajskiej. szczegóły wkrótce.
Postaram się wpadac tu częściej
  Magia w Wolsungu
Propozycja dla Astrologów - północna półkula gwiazdowa - szkic wstępny z siedmioma gwiazdozbiorami ("łuk", "kurza stopa", "motyl", "wóz", "puchar", "owca", "pies gończy"), gwiazdą polarną w g. "łuk" oraz odpowiednikiem Drogi Mlecznej:

  Magia w Wolsungu
Propozycja dla Astrologów - północna półkula gwiazdowa - szkic wstępny z siedmioma gwiazdozbiorami ("łuk", "kurza stopa", "motyl", "wóz", "puchar", "owca", "pies gończy"), gwiazdą polarną w g. "łuk" oraz odpowiednikiem Drogi Mlecznej:


Fajnie, że pomyślałeś o czymś takim.
Na razie potraktujemy to jako przyczynek do dyskusji o Astrologii, nie jako ostateczną mapkę. Powód jest prosty - gwiazdozbiory powinny być powiązane z legendami, wierzeniami, magią itd. A nad tym jeszcze siedzę. Będzie raczej więcej bohaterów, postaci z mitologii itd.

A teraz o Astrologii
- jak wyobrażacie sobie jej rolę w Wolsungu?
- co ze znakami zodiaku? Zostawić nasze, wymyślić swoje, niedopowiedzieć i zobaczyć jak się rozwinie sytuacja?
  Twórczość Forumowiczów
Włąśnie dlatego Acree nie jestem w stanie Ci nic doradzić...W mandze siedze od kiedy zobaczyłem Kota w Butach i potrafię rysować tylko tym stylem(nie ,nie stylem Kota w Butach ,ale ogólnie mangą)..Dlatego też nie chciałem Cię krytykować Acree.Mam nadzieje ,że choć trochę mnie rozumiesz.

Ps.. "..niczym motyl lecący nad wzburzonym morzem..."

[ Dodano: 2007-03-15, 15:37 ]
Azumi ,specjalnie dla Ciebie postanowiłem wysłać ten szkic na forum (gdzieś tu powinna być takrze niedokończona ,renderowana wersja tej machiny).

Ps. Czarny język białych słów ,ciężki brzemień...sam ,a Demonów coraz więcej.

Zero X Mk II - Zremodelowana wersja ,aczkolwiek nie ostateczna.
  1
1.ładna ta okładka ^ ^ podoba mi się świetny pomysł z tymi wstążkami

2. rysunek ładny ale tak jakoś wyraz twarzy mi się nie podoba ^ ^

3.świetne! pomysł mi się bardzo spodobał ^ ^ i te motylki... mrrraaauuu *uwielbia motyle*

4.hehe fajny... albo jestem skrzywiona albo to Subaru xD ale przypomina mi o tym że nie mam pracy domowej z angielskiego =___= cholercia nie zdam...

5,6 i zwierzątka i kot w butach mi się podobają kotek w butach jest cudny to ja? xD braciszkowi sie podobały?

7,8 eee bardzo lubisz konie? xDDD ładne ^ ^ to Kakyo i KakyoxHokuto?

9. mrrraaauuu *___* kocham szkice czy tam jest Alucard? ^o^
  1
Łaaa bardzo ładne^^
Najbardziej podobała mi się postać tego chłopca narysowana ołówkiem i szkice koników :3
Bardzo ładne.Podobają mi się te cienie w twoich pracach...ja mam z tym trudności ech...ale ty naprawdę radzisz sobie świetnie^^ A ta kolorowa praca z motylami i chłopcem w żułtej bluzie to czym malowana?
  Opowieśc o Marzycielce
Ta historyjka też będzie skończona, jednak najpierw stworzę ekranizację "Marzycielki i Puszka". Narysowałam już szkice wszystkich póz postaci, zaczynam kolorowanie. Będzie to filmik dość długi, z muzyczką i... dubbingiem! Będę podkładać głosy... :D Spodziewam się, że zamiast oglądać, wszyscy będą się tarzać ze śmiechu. Ale cóż...

Przekonacie się, że seria 4ta to wcale nie taki cud, utopia i nieosiągalny cel!
(Jeżeli widzieliście już filmik "Motyl", to macie przedsmak...)

Pracuję od 15 Października i skończyłam 1 etap... Ale większość jeszcze przede mną.
  Nie bijcie : p
Petersburgi to nie są, ale znalazłam rownie dobre farbki : )
Moze nie tak dobre jak te drogie ale mnie zadowalają ; )
Zdjęcie znalazłam w dziale Inspiracja --> Motyle : )
Zdjęcie od modliszqi
Oryginału nie przypomina niestety, szkic jest skopany, ale zauważyłam to pozniej

Prosze o rady : )

P.S. Wiem że nadal to nie jest takie do końca akwarelowe malowanie, ale w czymś takim lepiej sie czuje : )



Jasta dnia Pią 11:29, 27 Lut 2009, w całości zmieniany 1 raz
  Arty Justyny
niestety Justyna konie nie sa Twoja najmocniejsza strona, po pierwsze lezy anatomia . kon nie ma takiej lopatki !! jak czlowiek ani ogona jak siatka na motyle , nastepnie dosc dziwne jest ustawienie srodka ciezkosci rysowalas go w klusie? galop byc nie moze -wyciagnieta szyja za bardzo , leb jeszcze ujdzie , rysujesz dinozaury ktore wychodza Ci jak ktos powiedzial " jak żywe " . nie wiem tylko gdzie on takiego zywego to widzial w imaxie chyba a konia mozesz zobaczyc wiec zrob najpierw kilkset szkicow uchwyc proporcje, anatomie potem zajmij sie studiowaniem zeber pecin itp ...TY je robisz z zdjecia z pamieci?
  Jak sie motywujecie??
Nie potrafię się zmusić do rysowania. Gdy nie chce mi się rysować a jednak chwycę za ołówek to nic z tego nie wyjdzie (ewentualnie jakaś krzywa, zamazana twarz i mnóstwo kresek, kółek, spiralek i cała masa dango). Rysuję tylko gdy złapię natchnienie w siatkę na motyle. A mogę to zrobić na kilka sposobów:
- Znaleźć jakąś nową piosenkę (której nigdy w życiu nie słyszałam) i narysować to co mi pierwsze przyjdzie na myśl. Nie potrafię stworzyć niczego sensownego przy muzyce którą dobrze znam (no chyba że jest to muzyka z Clannada )
- Pooglądać prace na DA lub Digarcie. Albo stwierdzę, że tak na prawdę nic jeszcze nie potrafię i przypomnę sobie, że miałam pokazać światu, że beztalencia artystyczne też mogą rysować i czym prędzej chwytam mój kochany szkicownik, albo spodoba mi się jakaś poza/ ubranie/ mina i natchnie mnie na własny rysunek.

Czasami żeby się odblokować z takiej długiej "niemocy" przerysowuję rysunki które znajdę na DA. Oczywiście w tajemnicy, te szkice nigdy nie ujrzą światła dziennego (najwyżej z dopiskiem "przerysowane!")

_____________
----ika----
  A Miśka...
A dla tych, którzy mnie nie słyszeli i dla tych, którzy mnie nie zrozumieli, zamieszczam treść mojego wystąpienia

"Dzis dzien ważny, szczególny i mily.
Ważny, bo dotyczy Shin Dojo
Szczególny, bo dotyczy sytuacji kiedy wychowanek Shin Dojo, niejako od smoczka, przekracza w jego ostojach pewien próg
Miły ponieważ dotyczy tak lubianej przez nas Miski

Cieszymy się i dumni jesteśmy zarazem. Życzymy dalszych sukcesów oraz wytrwałości i cierpliwości w progresowaniu się.

Czekamy na następnych.

Dasz ponosić?!

Haiku

Treścią haiku stają się zaskakująco proste spostrzeżenia poety, opisującego równie proste rzeczy i zdarzenia. Z wierszy tych emanuje atmosfera refleksji, nakłaniając aby, tak samo jak autor, przystanąć na chwilę, w pełni odczuć otaczający nas świat i pozostawić zgiełk życia na boku, cały czas jednak żyjąc w tym zgiełku.

"Każdy wiersz haiku jest obrazkiem - szkicem, który notuje aktualny stan jakiegoś wycinka świata w sposób najpełniejszy, ponieważ oddaje jego barwę, muzykę, nawet zapach i całą otaczającą go atmosferę, działającą na uczucia poety i czytelnika. "

(fragment przedmowy do tomiku "Haiku" (Ossolineum 1983) autorstwa Agnieszki Żuławskiej-Umedy)

Haiku autorstwa Jacka Młynarczyka napisane specjalnie dla Miśki

Podążając drogą
Poczułem radość i trwogę zarazem,
Majowy motyl przybrany w czarne skrzydła

Majowy wiatr
Głaszcze po skrzydłach motyle wiosny
Rozwiewa czarną kurtynę honoru"
  Mapa
Tekstury to nie wiem czy zmienie na ciemniejsze, jak wiecej osob bedzie za to ok :>

Jumppady beda inna to fakt, beda teleporty i wiecej spawn pointow.

> BTW: Te textury z czlowiekiem-motylem mnie
> dobijaja


Hehehe , fioletowy motyl nie moj, czlowiek motyl to moj szkic
  Nienarodzona ^^
Szkice są spoko, najlepszy według mnie to z tym okiem na widelcu i motyl, Twoje The Best
I teraz to co każdy, Ale gify i tak wymiatają....

Pzdr....
  Nienarodzona ^^
Ładne są szkice, podobała mi się kostucha i motyl. Ogólnie bardzo ładnie... Rób prace i wrzucaj podoba mi się to
  Poznajmy sie (Ankieta)
Znowu ja daje nowy test mi sie podobał mam nadzieje że moderatorom też

heh moderatorom też

O sobie:
Kiedy po raz pierwszy ujrzałaś/eś światło dzienne: 22.01.1988,, Ile świeczek było na twoim ostatnim torcie: jedna, nie chciałam osiemnastu , Ile członków liczy twoja najbliższa rodzina: ze mną 5 , Masz jakies zwierzaki: niestety nie, Kolor włosów: prawie czarne, Kolor oczu: piwny, Co jest w twoim pokoju: komputer

Ulubione:
Kolor: Niebieski, Jedzenie: banany, Zwierzę: kot i misie koala, Broń: pazury Coś do picia: sok bananowy Książka: dużo ich jest Słodycze: mleczna czekolada, Święta: każde w których dostaje się prezenty (moje urodziny, mikołajki, dzień dziecka, wigilia), Program tv: -,
Film: Ghotica, Efect motyla, FF, Magnolia, Lśnienie, i wiele wiele innych, Przyjaciel: E.D. , Sport: piłka ręczna, siatkówka, Nauczyciel: facet od gegraii i PP

To czy to:
Wanna czy prysznic: prysznic, bo nienawidzę długich kąpieli, Drób czy czerwone mięcho : drób, jak dla mnie smaczniejsze , Mcdonalds czy burger king: i to i to odpada , Filmy czy książki: najpierw książka później film, Długie spodnie czy shorty: po domu shorty, w ludzi długie spodnie , Miłość czy nienawiść : miłość Naszyjnik czy bransoletka: bransoletka, naszyjników nie nosze,

Czy kiedykolwiek:
Zabiłaś/eś kogoś: tak, chomika , Próbowałaś/eś zabić siebie: jeszcze nie, ale chciałam to zrobić już nie jeden raz, Uciekłaś/eś z domu: nie, Byłaś/eś na kocercie: kilka razy , Byłaś/eś na diecie: byłam i nadal jestem na lekkostrawnej, Brałaś/eś viagrę : nie

Ostatnia rzecz:
Którą powiedziałaś/eś: 'do zobaczenia jutro', Spojrzałaś/eś: na paznokcie, Jadłaś/eś: jabłko, Dotykałaś/eś: myszka, Wąchałaś/eś: kawę :), Czytałaś/eś: 'ludzie bezdomni', Całowałaś/eś: Mr Ł. Ściaskałaś/eś: Mr Ł Lizałaś/eś: lizaka Cięłaś/Ciąłeś: gazetę, żeby wyciąć niebieskie oczyska Rysowałaś/eś: szkic sukienki, którą chcę sobie kupić

Końcowe odpowiedzi:
Podobał ci się test: raczej tak
Co zrobisz, gdy skończysz to pisać?: najadę myszką na "wyślij", a później chyba pójde zrobić sobie kawę
  Trening siły
Mój standardowy trening zawsze opieral się na :
- kilku ćwiczeniach , każde po 4 serie , każde po 8 powtórzeń, każda seria tym samym ciężarem. Bywało ,że było to 6 ćwiczeń po 4 serie po 8 powtórzeń co daje 192 powtórzenia. Może to jest ta oczałamiająca liczba nie wiem. Ale wiadomo kazdy musi znaleźć dla siebie złoty środek. Jedni stosują piramidę w seriach itp.
Ja zawsze lubiłem na robić po 8 powtórzeń po 4 serie.

Ok rozpiszę najbardziej ulubiony trening i chyba największy objętościowo robiony w poniedziałki, niestety to dawne lata i obecnie ze względu na brak czasu i bieganie nie robię. Ale robiłem przez kilka lat.

Klata:
1. Wyciskanie na ławce szeroki uczwyt 8 powt x 4 serie
2. Wyciskanie na ławce wąski uczwyt 8 powt x 4 serie
3. Wyciskanie na skośnej ławce uczwyt szeroki lub wąski 8 powt x 4 serie
4. Wyciskanie na skośnej ławce ale głową w dół uczwyt szeroki lub wąski 8 powt x 4 serie
5. Ściąganie przodem na atlasie uczwytu do klatki 8 powt x 4 serie
6. Linki czyli ściaganie oburącz linek do klaty 8 powt x 4 serie

potem robiłem w tym dniu nogi:
4 serie po około 20 powtórzeń w obwodzie 3 ćwiczeń; wyprosty siedząc czworogłowe, rozwieracze i dociąganie do pośladków.

Potem przechodziłem na 4 serie po 20 powtórzeń wspięć pod obciążeniem aby zrobić łydki i czasem na suwnicy nogi.

W inny dzień kiedy np łapę z plecami to:

1. Na modlitewniku małym gryfem francuzkim 8x4
2. Na stojąco hantlami
3. Na atlasie ściąganie oburącz
3. Na altasie ściąganie każdą ręką osobno
4. Na atlasie na linkach biceps stojąc ściągając do karku
5. Triceps hatlem wyprosty w łokciu pochylona sylwetka.

Plecy

1. Ściąganie drążka do karku
2. Siedząc ściąganie do brzucha uchwytu
3. Siedząc ściąganie linek każdą ręką osobno z góry wzdłuż tułowia okolic brzucha
4. Kolano na ławce , druga ręka ściąga hantel z ziemi do motyla.

Tak mniej więcej to wyglądało...generalnie to tylko szkic bo wszystko zależy od ilości dni na siłowni, koncentrowaniu się na poszczególnych pariach itp...

Czy to mniej więcej pomogło?
  Kącik Poezji.
Cóż <zaczerwieniła się> Może i ja coś dam od siebie, żeby nie było, że poezja umarła.

Jeden ze starszych wierszy. Którego treść mi się przyśniła...

Prawda we śnie objawiona
Mówicie piękny świat
Ja wam pokażę świat prawdziwy
Rozejrzyjcie się
I zobaczcie prawdę

Tam Ainurowie piosenki na ulicy
Za trzy grosze śpiewają by przetrwać
Tam Melkor na dyrektorskim fotelu
Głaszcze Karcharotha na złotym łańcuchu

W ciemnym zaułku w kałuży
Mały elf krzyczy o życie
Gdzieś Fingolfin w wykrocie
Umiera zapomniany

A tam Luthien w spódniczce na ćwierć uda
Rozdaje swoje ciało w nocnych klubach
A Beren? Beren przed telewizorem
Tanie piwo żłopie

Spójrz tam Sauron czoło chyli
Przed bilbordem Coca-Coli
Aragorn przedziera się przez mrok
Betonowej puszczy

Frodo ciało przyjaciela zakupuje
Chowając zakrwawony nóż za marynarkę
Legolas i Gimli przez ulicę idą
Palcem pokazywani wyśmiewani

Patrzcie i płaczcie...

Drugi już nieco bardziej optymistyczny i nowszy
Wszystko pod niebiosami
Zaprawdę powiadam wam że
Stokrotki nigdy nie kłamią
Gdy je zapytasz o miłość
Wystarczy znaleźć tą odpowiednią
By usłyszeć że wciąż cię kocha

Zaprawdę powiedam wam że
Nad głowami latają ważki
Jak szkice da Vinciego
Wystarczy złapać jedną
By ujrzeć tysiące odcieni przeszłości

Zaprawdę powiedam wam że
Spod nóg uciekają motyle
Jak powiew nadchodzącej jutrzenki
Wystarczy wyruszyć za nimi
By poczuć bicie serc nienarodzonych

Zaprawdę powiadam wam że
Gwiazdy najlepiej widać z ciemności
W noc czarną bezksiężycową
Wystarczy wtedy wyciągnąć rękę
By dotknąć skraju Bożej szaty
  Say Hello
Imię: Aurelia :)
Wiek: 18
Skąd sie wzięła moja ksywka: Nie mam ksywki ;) To po prostu moje imię :)
Skąd się wziął mój avatar: Sentyment z dzieciństwa, do pierwszego anime ;)
Rodzeństwo: Posiadam -.-
Motto: Life is too Fast, to listen slow music! // Wyśpię się po śmierci ;)
Ulubiony cytat: „Nie ma takiej siły, która zniszczy to, co w nas” [FL]
Za 10 lat: Będę miała 10 lat więcej ;)
O innych forumowiczach: Jeszcze niewiele wiem ;)
Ulubiony moderator: J.w.
Najbardziej znienawidzony moderator: J.w.

ROZRYWKOWO:
Jeśli nie anime to co? Czyli hobby: muzyka, film, motoryzacja, książka, poezja, szkic, fotografia, sport, kibicowanie ;)
Teraz czytam: Paula Coelho, K. Grochole i B. Rosiek
Ulubiona książka: „11 Minut”, „Weronika postanawia umrzeć”
Teraz słucham: Eldo – „Granice” i „Człowiek który postanowił ukraść alfabet”
Najlepszy zespół muzyczny: Scorpions, Genesis, Modern Talking
Ulubiony film: ‘Deja Vu’, ‘Efekt motyla
Najlepszy aktor/aktorka: Tom Hanks
Sport: koszykówka, nożna
Na bezludną wyspę zabrałAbym: mp3
Wymarzone wakacje: podróż dookoła świata

SZKOLNIE ( tfuu... )
Ulubiony przedmiot szkolny: przerwa? ;D A tak serio historia, biologia :)
Parę słów o szkole: całe szczęście kończę edukację zbędnych przedmiotów już w tym roku, po tem tylko matura i studia - rozwijanie wlasnych zainteresowań Poza tym najlepiej o niej nie myśleć w wolne dni ;)

EMOCJONALNIE:
Wzór do naśladowania: moja mama
Przyjaciel to: ktoś kto jest, mimo wszystko, na dobre i na złe
Najszczęśliwsze dni: wiele ich było, i mam nadzieję że jeszcze trochę przede mną :)
Najbardziej cenię w ludziach: inteligencję
Najbardziej mi mierzi w ludziach: przemądrzałość i wywyższanie się nad innymi
Co cenię w sobie: elastyczność
Co chcę zmienić: doprowadzający do szału prefekcjonizm
Przedmioty, z którymi jest się emocjonalnie związanym: w świecie w którym wszystko trwa jedynie ułamek sekundy, nie warto jest się przywiązywać do czegokolwiek, tym bardziej rzeczy. Myślę że godniejszymi uwagi są zjawiska, chwile i ludzie którzy w każdej chwili dostarczają nam wspomnień. Ale wyjątkowy sentyment, i niezwykłą słabość mam do wszystkich swoich pamiątek Wisły Płock.

RÓŻNIE ( a nawet bardzo... )
Gdybym był(a) władcą galaktyki: starałabym się zaprowadzić porządek i równowagę na świecie
Ulubione trunki: Kubuś bananowy, w weekendy i święta napoje wysokooprocentowane ;)
Stosunek do rządu: bez znaczenia, i tak robią co chcą
Powód i dzień swojej śmierci: 31 lutego, w wyniku rozległych obrażeń, po upadku z dywanu na podłogę ;)
Czego bym w życiu nie zrobiłA: nie zgłosiłabym się do drużyny cheerleaderek
Ostatnia przysługa, która wyszła mi bokiem: nie przypominam sobie :)
Zawsze marzyłem o: gwiazdce z nieba
RozczarowałAm się: kiedy przyjaciel zawiódł
Rozśmieszyło mnie: może to idiotyczne, ale sporo rzeczy mnie bawi – poczwszy od torebki foliowej, poprzez kaloryfer, po palce u rąk ;)
Czym skorupka za młodu nasiąkła: rano, po przebudzeniu chodzę po mieszkaniu z zamkniętymi oczami :p
Czego Jaś się nie nauczył: zawsze chodzę na boso :)
  Ciekawe Artykuły
DONALD TUSK POLAK ROZŁAMANY ZNAK 1987, nr 11-12 (pełny tekst)

Polskość jako zadany temat... Wydawałoby się: tylko usiąść i pisać. A tu pustka, tylko gdzieś w oddali przetaczają się husarie i ułani, powstańcy i marszałkowie, majaczą

Dzikie Pola i Jasna Góra, dziejowe misje, polskie miesiące, zwycięstwa i klęski. Zwycięstwa?

Jak wyzwolić się z tych stereotypów, które towarzyszą nam niemal od urodzenia, wzmacniane literaturą, historią, powszechnymi resentymentami? Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło-ponuro-śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych rojeń?
[190]

Polskość to nienormalność — takie skojarzenie narzuca mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość wywołuje u mnie niezmiennie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnej ochoty dźwigać, a zrzucić nie potrafię (nie chcę mimo wszystko?), wypaliły znamię i każą je z dumą obnosić. Więc staję się nienormalny, wypełniony do grainic polskością, i tam, gdzie inni mówią człowiek, ja mówię Polak; gdzie inni mówią kultura, cywilizacja i pieniądz, ja krzyczę Bóg, Honor i Ojczyzna (wszystko koniecznie dużą literą); kiedy inni budują, kochają się i umierają, my walczymy, powstajemy i giniemy. I tylko w krótkich chwilach przerwy rozważamy nasz narodowy etos odrobinę krytyczniej, czytamy Brzozowskiego i Gombrowicza, stajemy się normalniejsi.

Jest jakiś tragiczny rozziew w polskości - między wyobrażeniem a spełnieniem, planem a realizacją. Jest ona etosem pechowców, etosem przegranych i zarazem niepogodzonych ze swą przegraną. Wolność jest w nim wartością najwyższą — [----] [Ustawa z dnia 31 VII 1981 r. O kontroli publikacji i widowisk, art. 2 pkt 6 (Dz. U. nr 20 poz. 99, zm.: 1983 Dz. U. nr 44 poz. 204)] porywa się na czyny wielkie z mizernym zwykle skutkiem. Polskość w rzeczy samej jest nieadekwatną do ponurej rzeczywistości projekcją naszych zbiorowych kompleksów. Piękniejsza od Polski, jest ucieczką od Polski tej na ziemi, konkretnej, przegranej, brudnej i biednej. I dlatego tak często nas ogłupia, zaślepia prowadzi w krainę mitu. Sama jest mitem.

Tak, polskość kojarzy się z przegraną, z pechem, z nawałnicami. I trudno, by było inaczej. „Czym jest nasze życie? — pisał Andrzej Bobkowski w Szkicach piórkiem (ile w nich trafnych uwag o polskości!). — Nawijaniem na kawałek tekturki krótkich kawałków nitki bez możności powiązania ich ze sobą. Gdzie mam szukać metryki urodzenia mojego dziadka? Gdzie odnaleźć ślad prababki? Do czego przyczepić cofającą się wstecz myśl? Do niczego — do opowiadań, prawie do legend tego kraju, który wynajął sobie w Europie pokój przechodni i przez dziesięć wieków usiłuje urządzić się w nim z wszelkimi wygodami i ze złudzeniem pokoju z osobnym wejściem, wyczerpując całą swą energię w kłótniach i walkach z przechodzącymi. Jak myśleć o urządzeniu tego pokoju ładnymi meblami, bibelotami, serwantkami, gdy błocą ciągle podłogę, rozbijają i obtłukują przedmioty? To nie jest życie — to ciągła tymczasowość życia motyla i dlatego w charakterze naszym jest może tyle cech
przypominających tego owada. Jakim cudem mamy być mrówkami?..."

Gdy spisuję te luźne uwagi, czuję w każdym momencie, że coś
[191]

umyka, że z wielkim trudem formułuję nawet banalne myśli. Refleksja zniekształcona jest nastrojem, emocją, a i te są zmienne. Bo choć polskość wywołuje skojarzenia kreślone przez historię, jest ona także przecież dzianiem się, jest niepewnym spojrzeniem w przyszłość. I szarpię się między goryczą i wzruszeniem, dumą i
zażenowaniem. Wtedy sądzę — tak po polsku, patetycznie - że polskość, niezależnie od uciążliwego dziedzictwa i tragicznych skojarzeń, pozostaje naszym wspólnym świadomym wyborem.
[192]

Donald Tusk
  Opisy Bohaterow NPC
1.Dane osobowe

Imię i nazwisko: Mawia Quatro

Rasa: elf z wilkołaczą domieszką

Płeć: kobieta (dziewczynka jeszcze w zasadzie)

Wiek: ok. 10 lat

2.Wygląd

Wysoka jak na swój wiek. Dziewczynka o srebrnych włosach sięgających do pasa i białych oczach. Na łopatkach ma dwa znamiona, które pozwalają jej na uwolnienie ważkowatych skrzydeł, umożliwiających lot. Nosi skórzane ubranie ze srerbymi sprzączkami i twardym pasem.

3.Wyposażenie

Wypróbowała wiele broni, lecz stwierdziła, że najlepiej leży jej w ręku łuk drzewny.

4.Magia

Mawia nie posługuje się zaawansowaną magią. Jest to magia żywiółów z naciskiem na żywioł ziemi. Jednak Mawia nadal się rozwija i poznaje coraz to nowe zaklęcia. Z przyjemnością czyta magiczne księgi i uczy się nowych rzeczy.

5.Towarzysze i zwierzęta

Czarny motyl z białymi akcentami na skrzydłach.

6.Rodzina

Starsza siostra Chimeria.

7.Siedziba

Brak.

8.Gdzie znaleźć

U boku siostry bądź Baatezu Boklera, który wedle umowy zgodził się nią zaopiekować.

9.Poziom socjalny

A istnieje klasa dla niewymownych farciarzy?

10.Charakter

Chaotyczny dobry.
Jest osobą trochę naiwną, niekoniecznie łatwowierną.
Mniej wybuchowa niż siostra i zdecydowanie bardziej rozważna. Ciekawska, lubi włazić w różne dziury i sprawdzać ile pasty jest w tubce colgate'u.
Potrafi na długo zająć się ciekawą lekturą i nie psocić. W zasadzie potrafi być posłuszna, ale zdecydowanie woli oglądać zaskoczone twarze ofiar jej psikusów.Z racji niedoświadczenia i niewielkiej wiedzy o świecie boi się niewielu rzeczy.

11.Inne

Mawia jest dzieckiem w czepku urodzonym. Nie dosłownie oczywiście.
Jest to jednak dziewczynka, nad którą pieczę sprawuje jakaś wyjątkowo szczęśliwa gwiazda.
Dziecko wiele razy dosłownie cudem uszło z życiem. Pieniądze na podróże zdobywa w zakładach i dzięki obstawianiu zwycięzców. Nie ona wpadnie w ukrytą dziurę, lecz człowiek idący za nią. Jeśli już spadnie coś na jej głowę nabijając guza, będzie to sakiewka z pieniędzmi, złotem czy czymś unikalnym. Jeśli się o coś potknie, to nie będzie to korzeń, a ukryty kufer z magicznym ekwipunkiem.
Grupa, której się trzymała nigdy nie cierpiała na deficyt pieniężny, nudne życie i brak atrakcji.
Mawia jest zwyczajnie maskotką przynoszącą szczęście.

12.Historia

Mawia spędziła z siostrą zaledwie parę lat dzieciństwa, którego dobrze nie pamięta. Po odejściu Chimerii spędziła parę lat z rodzicami. Rychła śmierć opiekunów zmusiła ją do opuszczenia rodzinnych stron. Podróżuje po świecie, zawdzięczając swoje życie szczęściu, które miało okazję wiele razy uratować jej skórę.
Jeszcze nie wie, że poszukuje ją starsza siostra by oddać małą w opiekę przedstawiciela Piekła.

13.Opcjonalny szkic
wkrótce
  Witajcie PO jasnej stronie mocy !!!!!!


Jakoś się nie złożyło, w ferworze kampanii, żeby przypomnieć słowa napisane dwadzieścia lat temu, jeszcze za czasów PRL. Dla mnie był to dodatkowy argument, żeby zagłosować na formację, na czele której stoi człowiek potwierdzający dzisiaj zobowiązanie do dynamicznego rozwoju kraju, o jego determinacji, prawdomówności i zamiarze dotrzymania danego słowa.

Polskość jako zadany temat...
Wydawałoby się: tylko usiąść i pisać. A tu pustka, tylko gdzieś w oddali przetaczają się husarie i ułani, powstańcy i marszałkowie, majaczą Dzikie Pola i Jasna Góra, dziejowe misje, polskie miesiące, zwycięstwa i klęski. Zwycięstwa? Jak wyzwolić się z tych stereotypów, które towarzyszą nam niemal od urodzenia, wzmacniane literaturą, historią, powszechnymi resentymentami? Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło-ponuro-śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych rojeń? Polskość to nienormalność - takie skojarzenie narzuca mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość wywołuje u mnie niezmiennie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnej ochoty dźwigać, a zrzucić nie potrafię (nie chcę mimo wszystko?), wypaliły znamię i każą je z dumą obnosić. Więc staję się nienormalny, wypełniony do granic polskością, i tam, gdzie inni mówią człowiek, ja mówię Polak; gdzie inni mówią kultura, cywilizacja i pieniądz, ja krzyczę Bóg, Honor i Ojczyzna (wszystko koniecznie dużą literą); kiedy inni budują, kochają się i umierają, my walczymy, powstajemy i giniemy. I tylko w krótkich chwilach przerwy rozważamy nasz narodowy etos odrobinę krytyczniej, czytamy Brzozowskiego i Gombrowicza, stajemy się normalniejsi. Jest jakiś tragiczny rozziew w polskości - między wyobrażeniem a spełnieniem, planem a realizacją. Jest ona etosem pechowców, etosem przegranych i zarazem niepogodzonych ze swą przegraną. Wolność jest w nim wartością najwyższą - [----] [Ustawa z dnia 31 VII 1981 r. O kontroli publikacji i widowisk, art. 2 pkt 6 (DzU nr 20 poz. 99, zm.: 1983 DzU nr 44 poz. 204)] porywa się na czyny wielkie z mizernym zwykle skutkiem. Polskość w rzeczy samej jest nieadekwatną do ponurej rzeczywistości projekcją naszych zbiorowych kompleksów. Piękniejsza od Polski, jest ucieczką od Polski tej na ziemi, konkretnej, przegranej, brudnej i biednej. I dlatego tak często nas ogłupia, zaślepia, prowadzi w krainę mitu. Sama jest mitem. Tak, polskość kojarzy się z przegraną, z pechem, z nawałnicami. I trudno, by było inaczej. "Czym jest nasze życie? - pisał Andrzej Bobkowski w Szkicach piórkiem (ile w nich trafnych uwag o polskości!). - Nawijaniem na kawałek tekturki krótkich kawałków nitki bez możności powiązania ich ze sobą. Gdzie mam szukać metryki urodzenia mojego dziadka? Gdzie odnaleźć ślad prababki? Do czego przyczepić cofającą się wstecz myśl? Do niczego - do opowiadań, prawie do legend tego kraju, który wynajął sobie w Europie pokój przechodni i przez dziesięć wieków usiłuje urządzić się w nim z wszelkimi wygodami i ze złudzeniem pokoju z osobnym wejściem, wyczerpując całą swą energię w kłótniach i walkach z przechodzącymi. Jak myśleć o urządzeniu tego pokoju ładnymi meblami, bibelotami, serwantkami, gdy błocą ciągle podłogę, rozbijają i obtłukują przedmioty? To nie jest życie - to ciągła tymczasowość życia motyla i dlatego w charakterze naszym jest może tyle cech przypominających tego owada. Jakim cudem mamy być mrówkami?..." Gdy spisuję te luźne uwagi, czuję w każdym momencie, że coś umyka, że z wielkim trudem formułuję nawet banalne myśli. Refleksja zniekształcona jest nastrojem, emocją, a i te są zmienne. Bo choć polskość wywołuje skojarzenia kreślone przez historię, jest ona także przecież dzianiem się, jest niepewnym spojrzeniem w przyszłość. I szarpię się między goryczą i wzruszeniem, dumą i zażenowaniem. Wtedy sądzę - tak po polsku, patetycznie - że polskość, niezależnie od uciążliwego dziedzictwa i tragicznych skojarzeń, pozostaje naszym wspólnym świadomym wyborem.

Donald Tusk

Odpowiedź na ankietę miesięcznika Znak, nr 11-12, 1987: Czym jest polskość

Dziękuję.
  Tusk o Polskosci
united - wyrywanie z kontekstu to byly metody komochow

DONALD TUSK POLAK ROZŁAMANY ZNAK 1987, nr 11-12 (pełny tekst)

Polskość jako zadany temat... Wydawałoby się: tylko usiąść i pisać. A tu pustka, tylko gdzieś w oddali przetaczają się husarie i ułani, powstańcy i marszałkowie, majaczą

Dzikie Pola i Jasna Góra, dziejowe misje, polskie miesiące, zwycięstwa i klęski. Zwycięstwa?

Jak wyzwolić się z tych stereotypów, które towarzyszą nam niemal od urodzenia, wzmacniane literaturą, historią, powszechnymi resentymentami? Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło-ponuro-śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych rojeń?
[190]

Polskość to nienormalność — takie skojarzenie narzuca mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość wywołuje u mnie niezmiennie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnej ochoty dźwigać, a zrzucić nie potrafię (nie chcę mimo wszystko?), wypaliły znamię i każą je z dumą obnosić. Więc staję się nienormalny, wypełniony do grainic polskością, i tam, gdzie inni mówią człowiek, ja mówię Polak; gdzie inni mówią kultura, cywilizacja i pieniądz, ja krzyczę Bóg, Honor i Ojczyzna (wszystko koniecznie dużą literą); kiedy inni budują, kochają się i umierają, my walczymy, powstajemy i giniemy. I tylko w krótkich chwilach przerwy rozważamy nasz narodowy etos odrobinę krytyczniej, czytamy Brzozowskiego i Gombrowicza, stajemy się normalniejsi.

Jest jakiś tragiczny rozziew w polskości - między wyobrażeniem a spełnieniem, planem a realizacją. Jest ona etosem pechowców, etosem przegranych i zarazem niepogodzonych ze swą przegraną. Wolność jest w nim wartością najwyższą — [----] [Ustawa z dnia 31 VII 1981 r. O kontroli publikacji i widowisk, art. 2 pkt 6 (Dz. U. nr 20 poz. 99, zm.: 1983 Dz. U. nr 44 poz. 204)] porywa się na czyny wielkie z mizernym zwykle skutkiem. Polskość w rzeczy samej jest nieadekwatną do ponurej rzeczywistości projekcją naszych zbiorowych kompleksów. Piękniejsza od Polski, jest ucieczką od Polski tej na ziemi, konkretnej, przegranej, brudnej i biednej. I dlatego tak często nas ogłupia, zaślepia prowadzi w krainę mitu. Sama jest mitem.

Tak, polskość kojarzy się z przegraną, z pechem, z nawałnicami. I trudno, by było inaczej. „Czym jest nasze życie? — pisał Andrzej Bobkowski w Szkicach piórkiem (ile w nich trafnych uwag o polskości!). — Nawijaniem na kawałek tekturki krótkich kawałków nitki bez możności powiązania ich ze sobą. Gdzie mam szukać metryki urodzenia mojego dziadka? Gdzie odnaleźć ślad prababki? Do czego przyczepić cofającą się wstecz myśl? Do niczego — do opowiadań, prawie do legend tego kraju, który wynajął sobie w Europie pokój przechodni i przez dziesięć wieków usiłuje urządzić się w nim z wszelkimi wygodami i ze złudzeniem pokoju z osobnym wejściem, wyczerpując całą swą energię w kłótniach i walkach z przechodzącymi. Jak myśleć o urządzeniu tego pokoju ładnymi meblami, bibelotami, serwantkami, gdy błocą ciągle podłogę, rozbijają i obtłukują przedmioty? To nie jest życie — to ciągła tymczasowość życia motyla i dlatego w charakterze naszym jest może tyle cech
przypominających tego owada. Jakim cudem mamy być mrówkami?..."

Gdy spisuję te luźne uwagi, czuję w każdym momencie, że coś
[191]

umyka, że z wielkim trudem formułuję nawet banalne myśli. Refleksja zniekształcona jest nastrojem, emocją, a i te są zmienne. Bo choć polskość wywołuje skojarzenia kreślone przez historię, jest ona także przecież dzianiem się, jest niepewnym spojrzeniem w przyszłość. I szarpię się między goryczą i wzruszeniem, dumą i
zażenowaniem. Wtedy sądzę — tak po polsku, patetycznie - że polskość, niezależnie od uciążliwego dziedzictwa i tragicznych skojarzeń, pozostaje naszym wspólnym świadomym wyborem.
[192]

Donald Tusk
  "pytanie zwrotne"



 #Tomaszka bis

biorąc odpowiedzialność na siebie zdecydowanie jestem
przeciw:
"Taniemu przedwiosennemu..." - bo jest
niereprezentatywny
i zwyczajnie słaby
"***( a tak iść nie pozwól) - będzie mi się Antologia
źle
kojarzyć i dlatego: Niet


Mam z Tobą kłopot od początku, no wiesz już chyba.
Pierwszą porcję wierszy do antologii przyjąłem z...
tentego... zaskoczeniem. Czekałem z nadzieją. Nadzieja
się spełniła, gdyś nagle przysłał prawdziwe kaliny.
Ale. W tym samym czasie do grupy zaczęły napływać
rzeczy wprawdzie niedopracowane, ale przejmujące,
mocne, głębokie. Narodził się nowy Jan Kalina i ten
stary , "prawdziwy", Zielony Piosenkarz, zdał mi się
już nieco anachroniczny. Zmieniasz się za szybko, nie
nadążam; żadna antologia teraz za Tobą nie nadąży. Co
robić? Wziąć rzeczy radośnie błahe, acz dopięte na
ostatni guzik, czy spróbować nadążyć? Spróbowałem i
dlatego wybrałem, oprócz "pytania zwrotnego", gorzkie
aż do drapania w gardle "A tak iść już...". Rozumiem,
że z powodów pozapoetyckich wolałbyś na razie z tym
wierszem nie mieć do czynienia, ale niet? Mam wziąć
"Zieloną piosenkę", bo Ci się kojarzy z czasem Miłości
i Szczęścia? Twój wybór, ale strata czytelników.

"Tani, przedwiosenny". Cóż, nie uważam tego wiersza za
słabszy od nadesłanych przez Ciebie "Zielonej piosenki"
lub "Wierszyka nr 11". Albo się kupuje taki sposób
poezjowania, albo nie. Jeżeli jednak tak - "Tani
przedwiosenny" wydaje mi się ciekawszy, za sprawą tego,
co Ty nazywasz "niereprezentatywnością", a ja -
oryginalnością. Swoją drogą - dlatego właśnie wziąłem
go z Twojej strony, wbrew Twojej woli, żeby znalazła
się choć jedna rzecz starokalinogatunkowa. Teraz już
sam nie wiem, co robić. Może, zanim podejmiemy decyzję,
popytamy innych? Proszę wszystkich o wypowiedzi; które
dwa wiersze Jana Kaliny widzielibyście w antologii
najchętniej, obok zaakceptowanego już przez niego
"Pytania zwrotnego"? Poniżej propozycje, trzy jego i
dwie moje.

(1)

"między kciukiem a obłokiem"

gdy do szklanki wpada słońce
pól skoszonych letni stróż
gdy na dłoni i pod dłonią
mknie po szynach srebrny pociąg
kiedy motyl gra na trąbce
               ty w samolot
               papierowy list mój złóż

tam gdzie wieża bliżej nieba
i w kałuży brodzi ptak
gdzie spienionych fontann pająk
drży a smuci się mój anioł
gdzie pod murem cicho śpiewa
               przygarbiony
               już jesienny ludzki strach

tam się budzi we mnie rośnie
jak roślinka wciąż się pnie
coraz wyżej coraz ciaśniej
tam z łodyżek tka przepaskę
i na skórze tegorocznie
              jak na listku
              białą nitką błyska nerw

(2)

"Zielona piosenka"

drzew zmęczonych stygnie kula
auta w szybach brzęczą sobie
gdy po pszennych, sennych chmurach
stąpa cicho święty chłopiec

nuci miłość, nuci szczęście
i choć armie grzmią naprzeciw
i choć ludziom, dłoniom gęściej
wpływa z wiatrem pod powieki

święty chłopiec karmi łzami
dzień mój śmieszny - pocałunek
rzucam Tobie i niech zjawi
się ten chłopiec, gdy zrozumiesz

        nie mam prawa rozgrzeszać w żadnym imieniu
        nie potrafię kształtować rzeczy mi
niepodległych
        ale mimo to ośmielam się mówić
        że warto
        że wszystko warto

o! zielone miasto ptaków
o! jej piersi w nitkach deszczu
hej! na srebrnym mknę rumaku
w horyzontu ostry brzeszczot

dzwony krzyczą moje imię
wierzyć można, ufać można
biała rzeczka dołem płynie
parasolki lśnią na mostach

słyszysz?
          słyszę!
widzisz?
          widzę!

brzeg o nieba trącił kliszę
i falami piosnkę pisze
i sen wsuwa w kamienice

(3)

"wierszyk nr 11"

to tak jak gdyby tamten lipiec
znużoną łodzią popołudnia
przypłynął do mnie i na szybie
tę miłość naszą lnianą utkał

ja wiem to potok tylko pluszcze
czerwonych krwinek któraś fala
w krainie dalszej o twój uśmiech
ogniska źrenic chce zapalać

łopocze zboże można słyszeć
zaryglowane serca myszek
w krainie dalszej o twój uśmiech
prawdziwe niebo bywa lustrem

nad którym wierzby młode stoją
na przekór czasom niepokojom
nad którym anioł wisi jeszcze
ze skrzydłem wpiętym w czyjeś wiersze

(4)

* * * [a właśnie iść tak nie pozwól]

a właśnie iść tak nie pozwól to zwodnicza pewność
gdy pod drzwiami nocuje rzewny nieśmiertelnik
a tak być nie może tak właśnie nie wolno
żeby choć przez chwilę zapomnieć o zamku

sezon herbacianych liści północnych skrzyżowań
ach pastuj buty częściej to przynosi szczęście
równaj do sezonu równaj horyzonty
pastuj buty pastuj

a żeby nie naiwność malinowe pola
prowadziły w malignie na ten krótszy koniec
i teraz cóż a teraz komu takie sztuczki
sobie warować sobie lizać dłonie

naprawdę
przywiązałem się
do tej smyczy

(5)

"Tani, przedwiosenny wiersz"

Miastem się tułam, gonię zmęczony
Syczy pod butem wilgotna ziemia
Przez szary pejzaż, ulic wyłomy
Pędzi mnie z deszczem mglista zawieja
Niebo jak popiół stygnie zdyszane
Chmury kałużą krążą nad głową
Wpełzam w obrzękłą dzielnicy ranę
W ustach tak ciąży nachalne słowo
Małe trumienki spróchniałych bloków
Anten wygięte kołyszą krzyże
Ze łzą człowieka w szybie jak w oku
Toczą dachami wiosenne niże
Dzień nie ma barwy, blaski kalekie
Szkicem łopoczą, chwilą ponurą
I już sam nie wiem... jestem człowiekiem
Czy grafitową, łkającą chmurą

========================
Tomaszek

  Kulisy walki z Kościołem
Recenzja ksiazki Bogdana Motyla:
"Chrzescijanstwo. Legendy a rzeczywistosc. IV. Jezus zwany Chrystusem
(krytyczny szkic historyczny)"
Wydawnictwo LOGOS, Poznan 1999 r.
Telefon kontaktowy z Wydawnictwem: 0501 785 814

Cóż wiemy o Jezusie Nazareńskim zwanym Chrystusem lub Synem Bożym? Ta postać
czczona przez przez ostatnie dwa tysiące lat na znacznej części kuli
ziemskiej pozostaje dla wszystkich badaczy zakrytą. Mimo, że mówi się, iż
swojego czasu za Jezusem chadzały tłumy wiernych, nie odnotował tego żaden
pogański pisarz tamtego okresu. Jezus nie pozostawił po sobie żadnych pism
(choć jak wynika z Biblii pisać najprawdopodobniej potrafił). Wszystkie te
wątpliwości skłaniają niektórych do podejrzeń, że postać Jezusa może być
mitycznym wymysłem pobożnych autorów. Jedynym "śladem" Chrystusa są teksty
ewangeliczne. Tylko na ich podstawie możemy podejmować próby wydobycia
chociaż bladego cienia rzeczywiście istniejącej postaci, która stała się
inspiracją dla Pisma Świętego Chrześcijan. Tylko tam możemy poszukiwać
śladów historycznego Jezusa nazwanego Chrystusem. Innych tropów nie ma.
Wszystkie Kościoły i sekty uznające się za chrześcijańskie nie zrażają się
tym niedostatkiem informacji, gdyż w razie potrzeby tworzą je stosownie do
gustów i potrzeb. Twórczość teologiczno-biblijną najbujniej rozwinęli
papieże rzymscy. Zwolennicy papieża wiedzą dziś o Jezusie dosłownie
wszystko, od tego kiedy go obrzezano i ochrzczono po tak doniosłe
zagadnienia jak miejsce w niebieskim gremium trójjedynym. Doszło nawet do
tego, jak słusznie zauważył Wolter, że wzniecano wielkie spory wokół jednej
jedynej litery alfabetu (homiusios czy homousios)!

Pan Bogdan Motyl, którego artykuły w Faktach i Mitach są tymi od których
zaczynam lekturę gazety, nie chce podejmować tak twórczej rekonstrukcji
sylwetki Jezusa, jaka jest udziałem religiantów różnej maści. On chce się
przyjrzeć jedynie tekstom biblijnym, aby podjąć się ich interpretacji.
Egzegeza autora, nie skrępowana dogmatami ani wiarą, opiera się "jedynie" na
wiedzy i inteligencji. Pan Motyl odrzucił styl sine ira et studio i
przemawia na kartach swojej książki z pasją, czasami nawet dosadnie. Jednak
nie sposób inaczej, gdyż każdy kto pozna i zrozumie Świętą Księgę poczuje
gniew, który z czasem przerodzi się żałość i pogardę. Chrześcijaństwo jest
tym o czym pisał w 1928 Żyd Ravage na łamach Century Magazine: "Nasze
przypowieści i legendy są świętymi naukami które przekazujecie waszym
dzieciom przez pieśni i lekcje religii. (...) Historia naszego narodu stała
się nieodłączną częścią programów edukacyjnych szkół w których kształcicie
waszych pastorów, księży i naukowców. Nasi królowie, politycy, prorocy i
wojownicy są waszymi bohaterami. Nasz stary, mały kraj jest waszą Ziemią
Świętą. Nasza narodowa literatura jest waszą Biblią Świętą. Myśli i nauki
naszych ludzi zakorzeniły się w wasze tradycje i obyczaje tak głęboko, że
nikt z was nie może uchodzić dzisiaj za człowieka wykształconego, jeśli nie
jest obeznany z naszym narodowym dziedzictwem. Żydowscy rzemieślnicy i
rybacy są waszymi nauczycielami i świętymi. Na ich cześć wznieśliście
przeliczne katedry i stworzyliście niezliczoną ilość obrazów i figur.
Żydowska panna stała się waszym ideałem macierzyństwa i cnoty niewieściej.
Żydowski buntowniczy prorok jest centralną postacią waszej religii.
Oczyściliśmy wasz świat z bałwanów, zburzyliśmy wasze narodowe dziedzictwo,
aby dać wam w zamian naszego boga i nasze tradycje. Nie znajdziecie w
historii świata przykładu podboju i zwycięstwa, które choć w części byłoby
porównywalne z tym, jakie my, Żydzi, odnieśliśmy nad wami." To jest
żenujące, przecież chrześcijanie nie powinni prześladować Żydów, ale ich
czcić, nie tylko jako Starszych Braci w wierze, ale jako naród wybrany,
naród z którego zrodził się chrześcijański (pół-)Bóg.

Dzięki książce Jezus zwany Chrystusem będziecie mogli przekonać się jakie
tajemnice ukrywa przed Wami Syn Człowieczy - Jezus Nazareńczyk, który jawi
się nam jako burzyciel ówczesnego ładu społecznego, zaś jego "uczniowie" to
nie świątobliwi mężowie, lecz sztab powstańczy Jezusa. Sam Mistrz ukazuje na
kartach Ewangelii wiele negatywnych cech i niekonsekwencji. Jest porywczy,
apodyktyczny, wyniosły względem kobiet, przeklina tych, którzy nie chcą go
słuchać, wygraża im piekłem i najcięższymi, niekończącymi się mękami
ogniowymi. Najlepszym dowodem bezmyślności i zadufania Zbawiciela był epizod
w którym zniszczył drzewo, gdyż nie miało owoców, których pragnął
zakosztować (nie był jeszcze czas owocowania). Bogdan Motyl wskazuje na
takie cechy i przymioty "Syna Bożego", które są starannie pomijane przez
kościelnych teologów, którzy nie chcą zauważać, że Jezus był gorącym
antyklerykałem, człowiekiem omylnym (zapowiedział koniec świata na I w.),
piewcą rozbicia rodziny, wreszcie człowiekiem zawiedzionym swoją misją,
zawiedziony tym, że opuścił go Bóg (Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił
!? - wołał na krzyżu). Znamienne jest zwłaszcza to, że zakończył swój żywot
jako wichrzyciel polityczny ukrzyżowany przez rzymskie władze (gdyby
prowadził jedynie spory z Sanhedrynem zostałby najprawdopodobniej
ukamienowany jako bluźnierca, gdyż wbrew Ewangelistom, w czasach Chrystusa
Żydzi mogli wykonywać tę karę śmierci!).

  Człowiek Który Sprzedał Świat [NZ]
CZŁOWIEK KTÓRY SPRZEDAŁ ŚWIAT

PROLOG

- ... Widzisz, chłopie, trza się znać na handlu. W dzisiejszych czasach człowiek nie przeżyje bez pieniędzy. Oczywiste mówisz? Niekoniecznie. Dziad mój po śmierci babki żył sam jeden w środku puszczy, łowił ryby, czasem upolował królika, chodził stale w jednym płaszczu, zakupionym jeszcze za młodu i obdartych kapciach. I jakoś żył, ale to pewnie wyjątek potwierdzający regułę. Cała rodzina uważała go za dziwaka, zawsze przyjeżdżał na święta z wiadrem pełnym ryb. Ale co ci będę opowiadał. Że niby ciekawyś? Skoro tak.
Wychowałem się na wsi. Mieszkałem w małym domku, obok mieliśmy plac, stodołę, a dalej pole. Mniejsza. Miałem dwóch braci: Tomka i Ryśka oraz trzy siostry: Weronikę, Maję i Marysię. Wesoła to była gromadka. Ojciec jednak trzymał nas krótko i ciągle zaganiał do pracy, powtarzając „Kto nie pracuje, ten nie je”. Surowy był, aż za bardzo, ale chcąc nie chcąc, wyszło to nam wszystkim na dobre. Gdy nie pracowaliśmy, uczyliśmy się, choć tak naprawdę było na odwrót, jako że każdy wolał się uczyć. Ja polubiłem matematykę, moi dwaj bracia woleli język polski i historię, zaś dwie starsze siostry odkryły w sobie talent do muzyki, jedna grała na pianinie, druga została później śpiewaczką operową. I tak ojciec osiągnął to, co chciał osiągnąć. Każdy z nas został kimś. Trzecia siostra? Ach, tak! Zapomniałem o niej... nie bez powodu. Miała na imię Matylda, choć wszyscy wołaliśmy na nią Marysia. Słodkie to było dziecię. Rude włosy, szeroki nosek, piegowata buzia i czarna jak smoła oczy. Byłaby zapewne oczkiem w głowie naszego ojca, gdyby nie fakt, że nic nie potrafiła.. Była beztalenciem. Zawsze miała malutkie dłonie, więc nie grała na pianinie, śpiewała, zaprawdę, jak kogut o poranku, więc nie kształciła się wokalnie, o nauce już nie wspominając. Jedyne czego się nauczyła to alfabet, a i tak szło jej to opornie. I w końcu, gdy już wszystkim zdawało się, że zostanie taka bezużyteczna do końca życia, nagle zaczęła rysować. Stało się to jednego pięknego dnia gdy ujrzała dwa motyle latające tuż nad łąką. Wtedy zawołała do mnie: „Przynieś mi papier i kredki”. Lekko zdziwiony przyniosłem jej kartkę ze swego zeszytu, ołówek i kilka kolorowych kredek. Dość szybko narysowała pierwszy szkic. „Jak ci się podoba?” – zapytała. „Bardzo ładnie” – odpowiedziałem. Skłamałem. Rysunek był paskudny, przypominał bardziej rozgniecionego motyla niż takiego żywego, ale najważniejsze że coś zaczęła robić i że wreszcie ją to cieszyło. Gdy się podszkoliła, a jej rysunki wyglądały coraz lepiej, ojciec kupił płótno i farby. Pierwsze malowidła nie były najlepsze, ale z obrazu na obraz widać było postęp. Po jakiś dwóch latach od tego momentu, ja wtedy wybierałem się na studia, wystawiła kilka ze swoich dzieł na jakimś konkursie młodych artystów, czy coś takiego. Choć uważałem, że jej ostatnie obrazy są bardzo dobre, tak zwani „znawcy sztuki” mieli inne zdanie. Wyśmiali je, nazywając „paskudnymi malowidłami piętnastoletniej smarkuli”. Marysia rozpłakała się i wybiegła z sali. Po powrocie do domu przestała malować. Gdy ja i moi bracia wyjechaliśmy na studia, dwie nasze siostry gdzieś koncertowały, ona została sama z ojcem i matką. Mogę tylko wyobrazić sobie co mogła czuć, gdy każdy z nas coś osiągnął tylko nie ona.
Pewnego dnia wszyscy zebraliśmy się w domu podczas obiadu. Ojciec pytał każdego z nas jak idzie nauka, co porabiamy i tak dalej. Marysi nie było, wyszła z samego rana na spacer. Zjedliśmy obiad, popołudnie przemieniło się w wieczór, a Marysi wciąż nie było. Dopiero gdzieś około ósmej wyszliśmy na jej poszukiwania ale było za ciemno. Następnego ranka ponowiliśmy próbę. Tym razem ją znaleźliśmy. Leżała martwa w lesie w kałuży krwi, otaczała ją aura światła, w ręku trzymała zakrwawiony nóż. Minęło długo czasu nim dławiony potworną rozpaczą, ujrzałem drewniany stojak, a na nim obraz. Pamiętam go dokładnie. Na głównym planie widniał człowiek odziany w czerń: czarny płaszcz, czarne spodnie, czarne buty, cylinder, nawet laskę miał czarną. Był odwrócony plecami, więc nie widziałem jego twarzy. Spoglądał tylko na czerwone niebo, gdzie właśnie zachodziło słońce. Stał bodajże na krawędzi jakiegoś klifu, prawą ręką zdawał się coś wskazywać.
Dwa dni później odbył się pogrzeb, lecz wybacz, nie chcę ci go opisywać. Powiem jeszcze tylko, że przyszedł później do nas jakiś mężczyzna, który chciał odkupić obraz. Proponował nawet za niego sto tysięcy. Widziałeś kiedyś tyle pieniędzy? I nie był to byle kto, tylko jakaś wysoko postawiona szycha, poseł, o ile mnie pamięć nie myli. Rodzice jednak zachowali obraz, ostatnią pamiątkę po zmarłej siostrze. Oprawili go w najdroższą ramę na jaką tylko było ich stać i powiesili na ścianie w salonie. Sama zaś rodzina? Cóż... po śmierci Marysi nie spotykaliśmy się już tak często, ja wyjechałem do Warszawy by tu dalej studiować, Ryszard wyjechał do Gdańska, Tomasz do Berlina zaś Weronika i Maja stale gdzieś koncertują. Nie widziałem ich chyba ponad półtora roku.

Wtedy raz jeszcze wypił zawartość kieliszka i odstawił go z powrotem na ladę – Mocne to to...
- Samobójstwo? Czy to nie dziwne?
- Dziwne, nie dziwne, wiesz jakie są kobiety, wrażliwe, uczuciowe i słabe emocjonalnie. A co dopiero Marysia, przecież była jeszcze dzieckiem.
Znów się napił.
- Ty mi lepiej powiedz co robisz w takim miejscu jak to i czemu słuchasz bajań takiego gbura jak ja?
- Ech, Jarek, Jarek....- wzdychał młodzieniec siedzący tuż obok – Troszczę się o ciebie, to wszystko.
- Heh. Jakoś nie troszczyłeś się o mnie przez te kilka lat.
- Bo nie było potrzeby.
- A teraz jest?
Młody brunet o długich włosach wskazał skinięciem głowy na pusty kieliszek, który Jarek trzymał w dłoni.
- To jest chwila słabości.
- Wstawaj, chłopie, idziemy stąd.
Podniósł go, podnosząc za ręce i postawił na nogi – No, Jarek, krok po kroku, krok po kroku
Wyszli z baru i szybko złapali taksówkę.
- Na Sienkiewicza proszę.

Gdy wyszli już z taksówki i znaleźli się przed klatką schodową, zarzucił go sobie na plecy i wszedł schodami na drugie piętro, gdzie znajdywało się ich mieszkanie. Otworzył drzwi i szybko wszedł do jednej z sypialni, poczym rzucił już ledwo przytomnego Jarka na łóżko. Sam zaś lekko odetchnął i włączył telewizor. Położył się na kanapie i szybko zasnął.
  Wiersze 2: Śmierć
Każda sztuka jest trochę o miłości i trochę o śmierci, tutaj umieszczę te z archiwalnych wytworów, którym bliżej do tematu śmierci.

"Czas ostatni"

A Mefisto znowu tańczy
Ponad moją głową
Taniec martwych pustych cieni
Tych co wrócić już nie mogą

Przy muzyce moich myśli
W bladym świetle wspomnień
Drżące cienie martwe ręce
Wyciągają po mnie

"Chodź za nami" - szept umarłych
Brzmi w uszach modlitwą
"Poprzez światło, poprzez ciemność
Ponad wieczność w nicość"

Jeszcze nie czas, jeszcze chwilę
Jutro wróćcie cienie
Dziś mam misje do spełnienia
-Buduje wspomnienie

Chce mieć pewność, gdy odejdę,
W tańcu się zapomnę
Że zostawię martwej ziemi
Ludzkich garstkę wspomnień

"Malarz"

Widziałem malarza.
Chciał... namalować swój świat.
Zapełnić go motylami i zaludnić kwiatami.
Lecz w palecie miał tylko: czerwień i czerń.
A na płótnie szkic - SZTYLET!

Umierając uśmiechał się.
Choć raz był szczęśliwy.
... W kałuży tęczowej krwi.

"Zakład z Jezusem"

Spójrz w oczy ludzi
ujrzyj w nich smutek
który ich zżera od środka.
Przejdź całą ziemię
dam Ci swą duszę
jeśli gdzieś szczęście napotkasz.

Poproś o wodę
i kromkę chleba
w zamian ofiaruj zbawienie.
Nikt Ci nic nie da
gdy nie ma kamer
po co grac przedstawienie.

"Z Otchłani"

A czas - zły pan przywróci nam wiarę
By złamać nadzieje, rzucić na ofiarę

Śród bestie - śród ludzi z przestwora strąceni
Przyjdzie „De Profundis” prosić końca Ziemi

Gdy czas ognia nastanie, wstaną diabłów dzieci
By siać strach i zwątpienie, wobec Boga sprzeciw

I posłyszysz głos własny, lecz jakże odmienny
Natchniony: "Przeklinam Cię Boże kamienny"

"Oda Do Ciemności"

Ciemności dodaj mi skrzydła
bym odejść mógł stąd
gdzie ból, gdzie strach
gdzie bezczeszczą noc
i jej czarne prawo do śmierci

"Wygnany z Edenu"

Zamknąć oczy i nie być
Wstrzymać oddech, zapomnieć
Pośród gwiazd się rozproszyć
Jak sen skrzesany z powiek

Nie czuć, nie chcieć, nie wiedzieć
Stać się czymś doskonałym
Czernią i ukojeniem
Ciszą dla serc zbolałych

Nieświadomi swej siły
Dryfujący śród nocy
Niczym stado motyli
Wirujących w rytm mocy

Wtopieni w puls wszechświata
Piękni jak tylko człowiek
Oderwani od Ziemi
Nastoletni bogowie

„Bogini życia”

Piękną jest Bogini Życia
Wybiegnij jej na spotkanie
Niech cię utuli w ramionach
W stalowym katowskim uścisku

„Słowa me- „A deeper kind of slumber” ”

Łatwo znaleźć słowa
Łatwo je zrozumieć
Nie!
Łatwo je osądzić
skazać
pomylić się
One; ja; te słowa
Ja nie niosę zła. Ja przynoszę ogień
Tańcząc w podmuchach śmierci lodowego wiatru
Sen --- zamarza
Nawet wtedy świecił będzie
Uwięzionym w lodzie zimnym blaskiem księżyca
Złosąd,
nienadzieja
Głębszy rodzaj drzemki!

„Lucyfer”

Już nie anioł, wciąż nie szatan
Jam jest kuglarz i szarlatan
Jam jest magik zły czarodziej
W samotności zgniły złodziej
Co dla szczęścia swego chwili
Gotów przekląć rząd motyli
Skazać na płomienną mękę
Klejnot skraść, odtrącić rękę
Tron z ich czaszek wznieść pod sobą
Tron zwieńczony gwiazdą – Tobą

Lecz tu błąd był tu przekleństwo
Bowiem piękno to męczeństwo
Kat plugawym jest stworzeniem
Ciemność jego przeznaczeniem
A w ciemności oczy krwawe
Diablą mają zeń zabawę
Oczy krwawe, gorejące
Wszechwiedzące, wskroświdzące
Oto kara jest za butę
Lec zdeptanym pod ich butem

Lecz ja wrócę, wstanę jeszcze
Niczym Feniks z śmiercią wygram
Upadły – światło niosący
Anioł o błoniastych skrzydłach

„Lepiej być sługą w niebie
niż władcą w piekle”

„Fiolet”

Źródło wyschło!
Źródło błękitu, z którego tak bardzo chciałem zaczerpnąć.
Nie mogłem!
Moje dłonie są bowiem zbrukana krwią
Nie chciałbym wody zabrudzić!

Źródło wyschło!
A ostatnim obrazem jaki pamiętam jest fiolet
Źródło pełne fioletu!

Fiolet – jest to błękit zabarwiony krwią

„Głos”

Śmiech
Pusty śmiech
Na kawałku kartki

Sen
Martwy sen
W morzu łez

Wiersz
Zimny wiersz
Obraz nie malarski

Dreszcz
Dziwny dreszcz
Resztę wiesz

„Pasterz Grobów”

Krzyczeć już nawet nie chcę
nie mogę nie potrafię.
Cierpienie w głębi zamknę
w ciemnej swej duszy.
niech pali niech niszczy
resztki mego rozsądku.
Niech przełamie barierę szaleństwa.
Niech obłęd wybuchnie z całą siłą.
Niech wyzwoli mnie ; od nich i ode mnie.
Niech pokaże mi prawdę.
Choćby w krzywym zwierciadle rozpaczy.
Niech pochowa mnie sześć stóp pod ziemią w czeluści ogniem dmącej.
Niech ugasi wreszcie pragnienie życia jakie mam w sobie.
Niech przemieni krew w wino
A ciało me w chleb demonów
(których tak wiele kłębi się w mojej głowie).
Niech zniknę. Nie będę.
By nawet ślad po mnie nie pozostał.
Ale nie, ja budowałem wspomnienie.
I udało mi się, wystawiłem swój groteskowy pomnik.
Q czci szaleństwa.
I jak zniknąć gdym sam starał się zostawić jak najwięcej śladów.
Pasterze grobów.
Siewcy pamięci.
Szermierze myśli.
Kapłani śmierci.

„Dzień w którym umarło słońce”

Czy zwróciłaś uwagę na niebo?
Wtedy...
W poniedziałek. Gdy powiedziałaś: „Do widzenia”.

Był taki moment gdy niebo stanęło w płomieniach.
Całe niebo pokrywała czerwona łuna.
Chmury wisiały napojone szkarłatem, ciężkie wampiry grożące deszczem krwi.
Ale nic takiego się nie stało.
Poblask zgasł ujawniając Brutalną prawdę:
- Jutro też wzejdzie słońce.

„Słowotok”

Jestem tam gdzie czarne słońca umierają
w rozbłysku przedwiecznej energii najwyższej namiętności
którą jest śmierć.
Zniszczenie niesie cisze w ukojenia grobie
Którym jest szept zdrady.
Lodowymi szpony wyrywający serce
Wypełnione miłością bezbrzeżną do umarłych.
Gdy słów kamienie rozbijają się o maskę obojętności
Zadając rany przez które sączy się czarna krew przebaczenia.
Odległy grzmot zwiastuje burzę.
Budzą się przedwieczni.
Czuje ich.
Nadchodzą.
Krzyż. Litość. Wzgarda.
  minionych chwil w pamięci utrwalony ślad
tak daleko potok słów odemnie chwila lecz chwila jak rzeka rwący potok myśli spada myślospad jak wodospad mgłą rozpryskujących się kropel unoszących powietrzem w tęczy światła pod kątem migotanie obrazu jak chwil przemijanie projekcje odczuć kolorami tej tęczy lęki odstraszając malując szumem co jak cisza brzmi i obrót w tym tańcu w tym słońcu w tym zapomnieniu co jak cisza brzmi i jak walc....
zamyślam ciszę .....
przemykając ukradkiem potknąłem się o kamyk szukając go wzrokiem dostrzegłem motyla co skrzydła swe tratował w niemocy uwięzi delikatnie ująłem go w jaskinię swych dłoni spokój skrzydeł wyczuwszy po króciutkiej chwili rozłożyłem dłonie jak platformę startową motyl dumnie się prężył w swe kolory ubrany skrzydła rozprostował czułkami zaczął wodzić w słońca promieniach przebierać gdy tak patrzyłem nieruchomo stojąc bojąc się drgnąć by nie spłoszyć nie wystraszyć on delikatnie pierwszy krok uczynił wabiąc wzrok mój by za nim wodził zrobił obrót skrzydłami stojąc na mej dłoni machnął ja dłonie wzniosłem w górę by je wietrzyk musnął... musnął i motyla ten wzbił się i... odfrunął....
zacumowałem gdzieś
w cudzym śnie
kołysząc się
powiewem wiatru
wdycham wolność
chińskiego
latawca
marzenia
jaskółki szczęścia
czy
zdążą się spełnić
nim jesienią
odlecą.....
rozkosz Twoich ust w pamięci śladem znaczy każdą chwilę gdy myślami błądzę gdzies w okolicy natchnienia pośród ramion niczymm skrzydeł w łagodny ich szmer zaplątany pośród spojrzeń wokoło gdy wiruje nieba skłon gdy niebo skłania się ku rozkoszy gdy świat cały zamiera na chwil parę gdy chwil parę jak wieczność zamyka się w twoich ramionach a serce jak koliber trzepoce się w klatce wyrwać się chce uciec do ciebie w klatce żeber schowane przed wzrokiem ciekawskich ciebie wyczuwa i do ciebie wyciąga dłonie moje dłonie
dłoń za dłonią jak w tańcu ............
gdy nie śpisz..
to myślom robi się ciasno i wybiegają w przestrzeń łącząc i zalewając przestrzeń wyobraźni ....
w obrazach marzeń zamykają ciszę....
w snach na słów tle ......
słów w pastelowych kolorach co jak światło świecy wzrok przykuwa....
w snach Twoich
obraz
ze snów Twoich
obraz
z obrazu Twój
sen
z Ciebie obraz
snu
w pustej przestrzeni pól stukot kół rytm do taktu do taktu do taktu do taktu wiatrem trącane krople deszczu tańczą na twarzy w takt w takt w takt i

cisza

gdy otwieram
oczy
kiedy zamykam oczy błyskawicznie malowany obraz się maluje rytmicznymi dotknęciami pędzla impresjonizm Ciebie w mojej wyobraźni kołyszącej się
w hamaku tuż przy
ścianie
lasu
ciszy wciąż tyle
dokoła
ciszy wciąż tyle dokoła a w ciszę wplątane marzenia nikt nie chce być wielkim już nikt nie chce w ciszy się zatracić w marzeniach powodzi wciąż płynąć gdzieś tam daleko gdzies tam właśnie teraz ciszy wciąż tyle dokoła
bo słowa gdzię giną w przestrzeni i jeden gest jeden dotyk gdzieś tam właśnie tutaj gdy przymrużasz oczy

to nic że
kiepska orkiestra

i tak
tańczymy
walca
myśli
płynięcie w motylich skrzydeł rytmie
delikatnie
muska
powietrze powietrze
drży
delikatnie trącone
myśl
ulotna jak stopa w poranną rosę
jak usta w gorzkiej kawy słodzonej
wzrokiem
znad
brzegu
filiżanki
myśli
płynięcie w motylich skrzydeł rytmie
wzrok wtopiwszy w wieczornego nieba płótno na którym farb chmurzastych w czerwieni słońca promieni jaśnieją odcieniami błękitu wzrokiem jak pędzlem stawiając pierwszy ślad wyławiam detal drobny i spojrzeniem zarys postaci nieporadny szkic znajduję ruchem głowy omiatam chmur dokoła potrzebnych wypełnia wiatr szkic kolorami granatu przymknąwszy oczy wyobraźnią wypełniam horyzont...
w myślach wodzę pędzlem .......
otwieram oczy...
patrzę w niebo...
znajduję detal...
maluję twój
portet
gdy tak wzrokiem mlując ulotne krajobrazy w pamięci zamknęte portrety ....... przy świetle księżyca.. w odbiciu na wody tafli..
koloryzowanym waszym uśmiechem... na wody tafli gdzie wśród wieczornej ciszy strzelają żywiczne skry z ogniska a mgłą ściele noc trawy wokół... i żab rechot.. i ....
zatopiwszy
myśl w duszy w
uczuciach dotyku drżenia
wstrząsającym ciałem jak świata koniec
gdzieś
przedwczoraj jak
pojutrze bez wyrzutu
ponad przestrzenią
dzień ponad przestrzenią
noc w księżyca zbliżającą się
pełni dukat wtopione spojrzenie w
sny ja pośród ty......
ten dzień jest jak spełnianie
gdzie ciszę przerywa
śmiechu strumyk
co łąkę przecina i wśród skał
pluszcze piosenkę
a szmer rozmowy
każdym słowem
ukwieca twarze uśmiechem
motylich skrzydeł
drganiem
ożywia oczy
rozgwieżdżona dziś cisza omiata pustkę dokoła w jednym geście zamknięty pośród lata zapachów w ogrodzie świerszcz gdzieś omiata nocne zamyślenie dźwiękiem co kołysze moje drżące myśli gdy w trawę się zanurzam w polnych kwiatów gęstwinie tonę gdy dokoła nikogo choć przechodniów tylu w pamięci wciąż mam wrażeń tysiące a każde światłem gwiazdy odbite gdy wpatrzony w nocne niebo rozgwieżdżone dziś ciszą pustką dokoła zamknięty gdy w gwiazd wsłuchuję się zamyślenie drżących myśli moich labirynt ukojenie....

taka noc....

już późno się zrobiło... noc deszczowa.. trochę chłodna.. wokół cisza już ... sennie kołyszą się myśli .. oplatają dzikim winem sen....

taka noc dziś wietrzna deszczowa tuż za oknem........

znalazłem cię między
wersami
twoich wierszy gdy
wpatrzona
w krajobraz wyobraźni skąpana letnim
deszczem
błyszczących
oczu
słuchałaś szeptu

ze.....
szczęścia.......

wiatr skrzydłami opleść......
w wiatru wir taneczny

ruchem skrzydeł bezwietrzność rozwiać unieść twarz z toni
rąk kąciki ust w uśmiech poderwać
w wiatru wir taneczny
wpaść
w tańcu się zatracić

podnoszę głowę
znad rozpostartych
ramion
omiatam wzrokiem przestrzeń
wyobraźni w chmurach pośród szumu skrzydeł
wsłuchany trącany wzrokiem
melodii twoich gestów
tak łatwo
tak już wszystko tak już nic
jak w bursztynie zatopione wspomnienie
dotyk

wiej wietrzyku

zło w mroku wnętrza zamknięte owinięte aksamitem jak łodygi cierniste bez kwiatów......... rozwijasz delikatne słów pąki w aksamitne wersy....... płatki kwiatu....

we mgle
mlecznej drogi
w twojej głowie
latarnie gwiazd słowem
zapalone
wpaść

i pora już w bezgwiezdną noc i pora już
bo księżyc
bo wiesz....
patrzysz w niebo jak ja...
bo księżyc ten sam w zasięgu wzroku a ty....
gdzieś

tam
  Co to jest haiku?
Oto informacje, które znalazłam na temat haiku w odmętach internetu

Poezja haiku rozwinęła się głównie dzięki Basho (1643-1694), którego odczuwanie zen najlepiej wyrażało się w poezji całkowicie zgodnej z duchem wu-shih -"nic szczególnego". "Aby pisać haiku - powiedział - postaraj się o małe dziecko". Wiersze Basho mają tę samą natchnioną obiektywność, jaką ma dziecięce wyrażanie zafascynowania i przywracają nam to samo poczucie świata, jakie mieliśmy, gdy po raz pierwszy pojawił się on przed naszymi zdumionymi oczyma.
Haiku to wiersze składające się jedynie z siedemnastu sylab, które porzucają swój temat niemal zaraz po jego podjęciu. Ludziom którym obca jest kultura Japonii, haiku mogą się wydać zaledwie początkiem wiersza lub nawet tylko jego tytułem, przy czym przekazanie w przekładzie efektu związanego z jego brzmieniem i rytmem jest niemożliwe. Pomimo to tłumaczenie jest zazwyczaj w stanie oddać treść wiersza, i to jest najważniejsze. Istnieje, rzecz jasna, wiele haiku, które są równie sztuczne jak japońskie obrazki na tanich tackach z laki przeznaczonych na eksport. Należy jednak pamiętać, że dobre haiku jest niczym kamyk wrzucony do sadzawki umysłu słuchacza, przywołujący skojarzenia z głębi jego pamięci. Zaprasza on raczej słuchacza do współpracy, zamiast wprawiać go w stan bezbrzeżnego podziwu dla poetyckich wyczynów autora.
[Namgyal]

http://haiku.glt.pl/ - tutaj możecie zapoznać się z autorów różnych narodowości. Na tej stronie także znalazłam krótką i bardzo przejrzystą definicję Haiku, którą cytuję poniżej:

Haiku to nierymowany wiersz wywodzący się z Japonii. Składa się z siedemnastu sylab ułożonych w trzech wersach: w pierwszym pięć, w drugim siedem i w trzecim znowu pięć zgłosek. Choć może się wydawać, że to zbyt mało, istota haiku tkwi właśnie w niedopowiedzeniu. Po zapoznaniu się ze słowami, czytelnik zostaje zachęcony do użycia własnej wyobraźni, do przywołania swych najgłębszych uczuć.
Treścią haiku stają się zaskakująco proste spostrzeżenia poety, opisującego równie proste rzeczy i zdarzenia. Z wierszy tych emanuje atmosfera refleksji, nakłaniając aby, tak samo jak autor, przystanąć na chwilę, w pełni odczuć otaczający nas świat i pozostawić zgiełk życia na boku, cały czas jednak żyjąc w tym zgiełku

Techniki haiku – autor Janusz Kwiek

W 2000 r. w www.ahapoetry.com został opublikowany artykuł Jane Reichhold „Techniki haiku”. Autorka daje w nim przegląd technik, stosowanych na przestrzeni wieków przez poetów japońskich. Technik tych jest 20(!). Skupmy się chwilę na kilku najbardziej popularnych. Dodajmy dla jasności, że techniki te ukazują przede wszystkim sposoby tworzenia autorskiego komentarza, jako tej części, która decyduje o jakości haiku.

Technika Porównania
W komentarzu pokazuje się „część wspólną” pozornie całkowicie różnych obrazów:

lecą bociany
drzewa i kwiaty w pąkach
dzień dobry wiosno

Technika Kontrastu
Przeciwieństwa to jedna z cech natury. Ale trzeba umieć je dostrzec.

w zupełnej ciszy
trzepot motylich skrzydeł
rozkrusza skałę

Technika Zawężenia / Skupienia
Jeden z obrazów zawiera w sobie pozostałe.

tysiące kwiatów
ale ta jedna róża
będzie dla ciebie

Technika Relacji
Obserwowane obrazy pozostają we wzajemnym związku, który trzeba wykryć.

mały strumyczek
wpłynął do wielkiej rzeki
przybrał jej imię

Technika Nieprawdopodobnego Świata
Przyroda widziana oczami dziecka.

kwiatowy ogród
rozrzucone po ziemi
odłamki tęczy

Technika Zagadki
Na początku jest refleksja autorska. Rozwiązaniem jest realny obraz.

łodzie i ptaki
ze światła wyrzeźbione
zatoka w słońcu

Technika Żartu
Bardzo zalecana. Niektórzy uważają, że dobre haiku powinno zawierać subtelny humor.

szyja żyrafy
łączący głowę z resztą
figiel natury

Technika Czarnego Humoru
Haiku napisane tą techniką nazywa się senryu.

miasto ożywa
już otwierają sklepy
handlarze trumien

O innych technikach nie będę wspominał, gdyż ich użycie jest efektywne przede wszystkim na gruncie języka i kultury japońskiej. Wykaz tych technik (trochę inaczej zdefiniowanych niż w artykule J. Reichhold) można znaleźć w szkicu Andrzeja Tchórzewskiego: „Tyle zasad ile sylab, więcej zasad niż sylab”. Gorąco polecam tę bardzo interesującą lekturę.

A oto kilka haiku autorstwa Mariusza Parlickiego:

kropla za kroplą
spływają z moich okien
witraże zimy

skaliste szczyty
od wieków patrzą na świat
kamienną twarzą

kropelki rosy
ociera promień słońca
z policzka róży

tylko pająki
potrafią ciągle plotąc
nic nie poplątać

A dla idealnego wprowadzenia sie w klimat haiku wejdź tutaj...

Gdyby ktoś z Was chciał podzielić się informacjami o formie haiku, czekam z niecierpliwością w tym topiku.

Proponuję umieszczać każde haiku w osobnym temacie – da nam to możliwość sumiennego skomentowania utworu i wspólnej nauki.
Zachęcam wszystkich do spróbowania swoich sił!
 



szkice weglem henryk sienkiewicz
szkice ołówkiem nauka
szkice postaci tusz
szkice postaci z bajek
szkice psów i koni
szkice rysunki koni
szkice tatuaży motyl
szkice balet
szkice do aerografów
Szkice jesieni
szkice Matejki
szkice syren
Szkice zaproszeń
szachy porady
szata arabska
  • lazienki;zdiencia
  • wynajecie aut w krakowie
  • krotki dzwonek sms
  • olejek;rycynowy;to;it
  • fotos;de;ohmem
  • moje dziecko cigle si przewraca
  • przemalowanie bejcy
  • Kosmetologia n wsizie
  • umowa sprzeday maszyny rolniczej