Wyświetlono wypowiedzi wyszukane dla zapytania: szanty nuty
Wiadomość
  Doświadczać (kogoś)

Użytkownik "newdem"

| Użytkownik "bnt"

| Bo to trzeba czytać razem z wcześniejszym "O treści i formie",
| przetykając dwoma zdaniami z tamtej rozprawki tą, czytając od tyłu, po
| ciemku, stojąc na głowie i grająć leworęcznie (na skrzypcach) Voodochild.
| Proste?

Dokladnie, a juz mialem pisac bezczelnie obrazajac inteligencje
czytelnikow, ales mnie wybawil(a) LesP. Za co stokrotne dzieki, bo
nie wiedzialem w jaki ton uderzyc, czy bardziej ludyczny czy bardziej
srodziemnomorski..szantowy znaczy sie..ehh..


Przesadzasz newdem, z niczego Cię nie wybawiłem.
Z uprzejmości zapewne przypisujesz mi swoje zasługi.
Wal śmaiało - sami swoi w końcu - choćby na góralską nutę;-)

Przepraszam ze tak pozno ale zapiłem.


To mówisz, że zapiła(e)ś Newdem? No to ładnie:-/
A ja wracam z weekendu, gdzie też się przelewało, i zapewne stąd poślizg.

Pozdrawiam

 
  Tabulatury
No niestety gitarowa tabulatura zawiera same akordy a harmonijkowa dźwięki. Dlatego szukam gotowych tabulatur na harmonijkę lub osoby, która potrafi i może mi wyjaśnić jak przerobić gitarowe taby na harmonijkowe.
Niestety ja za dobrze nie gram na gitarze a granie na harmonijce wychodzi mi o wiele lepiej
Spróbuję poszukać szant w nutach i z tego może uda mi się coś wymodzić.
  strona z nutami
Zna może ktoś z was jakąś stronę internetową z nutami do szant


W necie to chyba o nutki trudno, ale z pewnością znajdziesz nuty w śpiewnikach n.p. "Shanties Śpiewnik Żeglarski" opracowane przez Janusz Olszówka wydanie z 1998 roku przez Krakowska Fundacja Zglarstwa, Sportu i Turystyki "HALS"

Pozdrawiam.
  flażolet-poszukiwane "chwyty"
Witam Wszystkich
Poszukuję "chwytów"(nie wiem jak to inaczej nazwać) do szant na flażolet zwany też flecikiem polskim. Czy w ogóle można coś takiego znaleźć, czy trzeba uczyć się grać z nut?
Szukałem na folkowa.art.pl ale linki tam podane są albo nieaktualne albo nie dotyczą szant.
Będę wdzięczny za pomoc.
Pozdrawiam
 
  Szukajcie a znajdziecie...
Jesteście naprawde wielcy :) dzięki Waldek10 dzięki Tomku :) a może ktoś nuty albo wie skąd wziąć nuty do "Kurs na wstający dzień " bo chcemy z przyjaciółmi coś popróbować ;) a że wszyscy sie po prostu zakochaliśmy w wykonaniu Prawego Ostrego ;) pomóżcie ;) założyłem sie że wcześniej zdobędę nuty niż on sam dopisze harmonie ^_^ z góry dzięki ;)

jak macie jakies nutki do innych szant ( a capella) to również chętnie przyjmę ;)
  SPONTAN NOCNA SESJA na Eko :D - DZIEKI WAM KITE.PL :]]]]]]]]
no rzeczywiście akcja była mocna :] całą bandą zapakowaliśmy się na "Kryzys", którym sterowaliśmy deskami do kite'a a Leniu ze swoją PrimaDonną 9m robił za silnik. Prawdziwy żeglarski klimat dopełniały szanty. Eko przywitało nas reflektorami i dobrą nutą, a Leniu, Tomuś i Ziomek dali dobry pokazik nocnych lotów Tomcia akcja w różach zakonczyła się tylko kilkoma rysami na plecach (plywał bez pianki). Niestety deszcz rozgonił nas do "domów".
  Chwalnik
wyobraźcie sobie dużą scenę a na tej scenie śpiewających wspólnie piosenkę "Nuta z Ponidzia" z refrenem: "niechaj wiosna, niechaj trwa"
Wolną Grupę Bukowina, Jurka Porębskiego, Mirosława Kovala Kowalewskiego z Zejman & Garkumpel (o ten pan, Andrzeja Koryckiego, Dominikę Żukowską, kapitana Zawiszy Czarnego - Waldemara Mieczkowskiego i jeszcze kilka innych osób - piękne to było

a co do koncertu - muzycznie świetny, ale za to cała reszta wywoływała mój wewnętrzny chichot:
sala bankietowa ze stolikami 10-osobowymi, na stolikach obrusy, talerzyki, kieliszki, butelki wina. Na ścianach ozdobne lampy...
całe szczęście, że chociaż scena była

i ci wszyscy słuchacze siedzący jak trusie na krzesełkach, dobrze, że śpiewali. Ale NIKT nawet nie wstał, żeby się pobawić... nawet nie było braw na stojąco na koniec

ja chcę na koncert szantowy do Polski!!!

ale przynajmniej pojeść można było, bo dawali chleb ze smalcem ze skwarkami i ogórki kiszone, a później na każdy stolik trafiła taka wielka pieczona szynka
  Gitara
wujek dobra rada radzi:

uwaga bo nie bede powtarzał!
słuchaj dużo muzyki (muzyki! każdej od mega ultra ostrego thash death metalu przez rock aż po Chopina czy coś w tym stylu) i szukaj rytmu! staraj sie rozpoznawać dźwięki no i polecam śpiewanie czegoś melodyjnego np. szanty - śpiewanie pomaga i to bardzo w późniejszej grze na gitarze a no i nie zniechecaj sie, że Ci nie idzie jak bedziesz regularnie ćwiczył to sam zobaczysz jakie to wszystko proste - bedziesz umiał sam wystroić gitare bez pomocy stroików (kiedyś spróbuj i sprawdź jak Ci poszło jak bedzie wystrojona idealnie znaczy że sie rozwijasz muzycznie ))

polecam dorwanie programu Guitar Pro 5 i kożystanie z www.mysongbook.com

fajny jest też program (naprawde polecam Ci na poczatek do ćwiczenia nut i rytmu... - to ważne!) ear master
  MIEDZYNARODOWY FESTIWAL EUROSZANTY&FOLK Sosnowiec 2008
Taclem, większość szkół muzycznych zapewnia jedynie umiejętność gry na gitarze klasycznej. Owszem, są szkoły jazzowe, ale i tam nie uczą gry na gitarze elektrycznej inaczej niż z nut. Nie sądzę, żeby Trinity College (Cambridge, tak?) -- fajna uczelnia na marginesie, udało mi się wtargnąć przez pomyłkę do refektarza -- uczyła powiedzmy flażoletów wyciskanych czy power-chordów.

Eleanor jest w porządku, szkoda, że moje niewinne uwagi znów stały się przyczynkiem do kłótni.

No dobra - kto u nas w szantach & folku akompaniuje sobie do śpiewu na gitarze elektrycznej? Ty byś Taclem wiedział, nie?
  Czy znacie nuty?


Dość istotną wskazówką jest, że utwór jest oparty "o szantę kromaniończyków śpiewaną przy oprawianiu zwierza". Także "adagio cantabile z feelingiem tempa rockowego", mam nadzieję, że on to umie


A ciekawe skąd takowa jest znana

A nut... to w zasadzie nie znam... W każdym razie muszę baaaaardzo pogłówkować. Nigdy nikt mnie tego nie uczył (no może poza paroma lekcjami muzyki w podstawówce) . Ale mam jakieś tam skromne pojęcie o budowie akordów...
  Rock Szanty Serwy 2009 Konkurs
Słowa, terminy, definicje...
Fachowcy swoje, a lud swoje.

- Ale fajny wilk!
- No, fajny wilczur...
- Proszę panów, to żaden wilk, czy wilczur, tylko owczarek belgijski!

Przydłady można mnożyć.
Rock-szanta to dobry termin. Szanta grana na rockową nutę może być rock-szantą.

Jakże często słyszę:

- SMW gra szanty na rockowo. Z potocznym językiem nie da walczyć.

Fajnie, fajniej, zajebiście. Nie znoszę słowa "zajebiście", ale co poradzić?

Rock marynistyczny.
Tak określam twórczość SMW, bo to band który ma swój autorski program.
Kiedy gramy "Pożegnanie Liverpoolu", to gramy rock-szantę, ale jedna, czy dwie szanty zagrane z rockowym przytupem nie mogą definiować oblicza zespołu.
Śpiewam o pływaniu, morzach i piratach - to jest wspólny mianownik.
Gramy hard-rock-metal - to jest to, co nas rożni od reszty wykonawców z nurtu szantowego.

Jeśli przyjąć szantę klasyczną wykonywaną klasycznie jako początek, to my jesteśmy na końcu. Po drodze znajdziecie niemal wszystko: poezję śpiewaną, piosenkę żeglarską, bluesa, rocka, folk i co tam jeszcze chcecie, nawet przez niektórych wyśmiewane szanty-polo.

Serwy to dobre miejce dla wszystkich, którzy mają w sercu rock`n`rolla.
I nie tylko o muzę tutaj chodzi.
  III Szanta Claus Festiwal
Oj Poznan piekne miasto! A klimat szantoway w dniach 5-7 grudnia dodatkowo je upiekszyl. Bardzo mile wspominam ten Festiwal. Piekna nuta, mile towarzystwo i dobra organizacja. Nie ma na co narzekac ;) w imieniu INDYGO dziekuje za nagrode publicznosci przyznana na tegorocznym Szanta Claus. Powiem szczerze, ze dla mnie najwazniejszym jest wlasnie to, ze podobalo sie publicznosci.
Gorace pozdrowienia z Gliwic.
  Toplista Szantymaniaka - sierpien 2007
I oto nowa ankieta, nowa lista i nowe zmagania Szantymaniakow z ich ulubionym gatunkiem, z piosenka zeglarska i szantami. I tym razem wyniki beda podawane na zakonczenie. W trakcie trwania ankiety tj. do konca sierpnia postepujemy zgodnie z pkt.6 naszego regulaminu, uzupelnionego przez sugestie Kwiatucha:

"W czasie trwania ankiety nalezy w tym watku podkreslac walory prezentowanych utworow w formie postow oraz prowadzic dyskuje w ramach przyjetych zasad ogolnych na Forum. Osoba nominująca powinna, uzasadnić swoją propozycję, wzkazując link do tekstu utworu, nut itp. oraz w miarę możliwości do nagrania typu demo."

Tak bardzo chcialbym doprowadzic te zabawe do konca roku! Pozdrawiam!

Wyniki dotychczasowych zmagan w tej zabawie:

1. Mechanicy Shanty - Stara maui (nom. Antek Stalich) - styczen 2007
2. Ryczące Dwudziestki - Moje morze (nom. damianos) - luty 2007
3. Shantymentalni - Kafejka (nom. Skrzypaczka) - marzec 2007
4. Shantymentalni - Mona (nom. IKA) - kwiecień 2007
5. North Wind - Gdy wypływałem (nom.mn) - maj 2007
6. Morże Być - Tango na wyjście z portu (nom.jachu) - czerwiec 2007
7. Smugglers - Powroty II (nom.oshin) - lipiec 2007
  Toplista Szantymaniaka - maj 2007
Zapraszam do majowej edycji naszej zabawy! W tym temacie "obowiazkiem" jest promowanie wybranych (nominowanych) utworow przez osoby, ktore je zglosily do listy. Jezeli to jest mozliwe, podawanie linkow do miejsc, gdzie mozna znalezc slowa, nuty lub fragmenty nagran. Pozostajemy dalej zgodnie z zasada jeden glos, jeden Szantymaniak. Milej zabawy i pozdrawiam wszystkich, ktorzy tu sie znajda!

Dalej tworzy nam sie lista na Szante Roku 2007:

1. Mechanicy Shanty - Stara maui (nom. Antek Stalich) - styczen 2007
2. Ryczące Dwudziestki - Moje morze (nom. damianos) - luty 2007
3. Shantymentalni - Kafejka (nom. Skrzypaczka) - marzec 2007
4. Shantymentalni - Mona (nom. IKA) - kwiecień 2007
  Wodne DiscoPolo... czyli jak zmienić panujący stereotyp?
Odniosę się tu do postu Moni, choć bez cytowania. Ogólne przesłanie tego co piszesz, jest słuszne, choć możnaby mylkie uznac, że jesteś wyłącznie zwolenniczką progresji w muzyce. A nie jesteś, prawda?
Większość zwolenników szant-na-nowo (czy to neoklasycznych, czy to na rockowo czy jeszcze inaczej) mówi o tym, że wszystko ewoluuje. I ja się z tym zgadzam. Teoretycznie kto nie idzie do przodu, ten się cofa. Jednak z jakiegoś powodu raz na jakiś czas gwiazdką sezonu w muzyce pop staje się jakiś chłopak z gitarą (ostatnio James Blunt), w którego nutach pobrzmiewają Guthrie i Dylan. Po prostu falowo wraca moda na grzebanie w starociach.
Jeżeli chodzi o piosenkę żeglarską, to progresowców nie brakuje, ale muszą też być tradycjonaliści, którzy jak ten wzorzec metra będą pokazywać skąd ten ruch wyszedł. I o ile tradycjonaliści bez tych nowych nurtów spokojnie by sobie funkcjonowali (w mniejszym zakresie, zgoda), o tyle progresowcy bez tradycjonalistów nawet by nie zaistnieli. Trudno startować bez punktu wyjścia
  czy można interpretować shanty?
Dyskusja potoczyła się troszkę nie w tym kierunku w jakim chciałem ale muszę podziękować tym, którzy zdecydowali sie zalogować na forum YKT i zabrać głos w tej sprawie.
Wracając do tematu. Moje zdanie jest takie że tradycyjnych szant (chodzi mi o taki rodzaj tej formy żeglarskiej pieśni jaki pasuje do podręcznikowej definicji shanty) nie powinno sie udziwniać muzycznie ale jest to moje zdanie prywatne i nie mam nic przeciwko piosenkom żeglarskim śpiewanym na koncertach, spotkaniach rejsach itp. sam lubie się pobawić i poskakać czasem przy takiej muzyce ale kiedy słysze jakąś pieśń pracy zagrana na "rockową nute" tylko dlatego żeby publika mogła sobie "pobrykać" to mówię stanowcze nie takiej formie interpretacji muzycznej!
  Szanty. Cóz to jest.
A'propos szant i country, to jest sobie taka milusia piosneczka Ryszarda Muzaja pt. "Popłyńmy na country":

No posłuchaj żeglarzu, a przyznasz mi rację:
Przeprowadzić musimy Country-Sail Operację.
Kowboj dobry na koniu, ale gdy na jacht wejdzie,
Siada na nim okrakiem, trzyma szoty jak lejce.

Więc popłyńmy na country,
By śpiewać tam szanty.
Najwyższa pora
Zszancić cowboya.
W saloonie od progu
Nie whisky, lecz... grogu!
I zamiast Clementine
Śpiewajmy Sally Brown.

Żeglowanie kowbojom jest raczej nie znane,
Nie chcą zamieniać koni na jachty czarterowane.
Choćbyś prosił i zmuszał, obiecywał łyskacza,
No nie wypłyną na żagle - widać taka rasa.

Cały czas za krowami po prerii wciąż gania,
By w końcu tu na jeziorach dać popis śpiewania.
Jeśli jego dysonans czasem zabrzmi o zgrozo,
No bo jak śpiewać country pod żaglami nad wodą?

Hej żeglarze, przestrogę wam teraz dam:
Abyście płynąc na country nie zbłądzili wśród skał,
Bo was nikt nie usłyszy z głębi kliprowych wód,
Choćby szantymen śpiewał country tak, jak z nut.
  Czy to jeszcze szanty?

Napisać starej szanty się nie da, już dawno przecież została stworzona, przetworzona i odtworzona. Została do tego zniekształcona, bo któż na statku zapisywał szanty w nutach?


Czy ja Ci już mówiłem że piszesz dobre teksty? Nie tylko piosenek (te też). Ale czasem Cie poniesie Wyobraź sobie, że Anglosasi miali kilku, czy może kilkunastu takich facetów jak nasz Kolberg (część trochę mniejszego kalibru) i oni zapisywali bardzo dużo pieśni morskich. W wielu pamiętnikach z podróży znajdujemy opisy zachowań załogi XIX-wiecznych żaglowców, w tym również pieśni, czasem z ZAPISEM NUTOWYM. To też wartościowe dane. Poza tym Stan Hugill, ostatni facet, który był zawodowym szantymenem, opublikował masę szant, które znał z pracy na wielkich żaglowcach. Hugill to nie jest odległa przeszłość.
  Móc nie słuchać cudzych rad, byle w uszach szeptał wiatr...
Antek - nie narzucaj swojej muzyki. SMW i YS... hmmm... znam, szanuję, na żywo słyszałem raz (SMW) albo i trzy (YS), ale... to nie moja muzyka... póki co. Choć wiem, że obie kapele rozwijają się i grają coraz lepiej, ale dla mnie classic to classic i już. Ja Cię nie przekonuję na siłę do "nudziarstwa". Z bardziej znaczących zespołów których nie znam zupełnie mogę wymienić chyba tylko Shantymentalnych i Morże Być.
Leszoskiego płytę znam, widziałem go raz w "starym" DNA i raz w "nowym". Baaardzo miły dla ucha folk, choć jak wspomniałem - mnie kręcą przede wszystkim typowe szanty. I już.
A za nutę zarozumialstwa - sorki. Tyle że przywykłem do Twojego pasji poznawczej (empirycznej i wirtualnej), a tu... słabo coś.
  Własny Port
Tak ja również jak najbardziej mogę podpisać się pod słowami Beaty:) Piątkowy koncert był bardzo dobry, a to dopiero moja druga wizyta w "Tavernie"... dopiero druga:(( Beata zapomniała napisać, że w drugim secie koncertu zagrał stary basista - Marcin Kijak, którego nie dane mi było słyszeć wcześniej, a to z tej przycyzny, że w szantowym środowisku jestem dość świeży:D Osobiście nie spodziewałem się, że ostatni set bedzie składał się z kawałków autorskich, ale bardzo widoczne ostatnimi czasy jest to, że WP sięga na koncertach po coraz więcej swoich dokonań. Mi najbardziej do gustu przypadły "My Dark Lady" i "Kulawy Joe" i "Irlandzki", gdyż są najbardziej przypasowane do klimatu piosenki żeglarskiej - zagrane z dużym temperamentem. A jeżeli chodzi o resztę dokonań, które słyszałem? No cóż... jeżeli lubicie koncerty w spokojnym, melancholijnym tonie to takie kawałki jak "Piracka zaduma", czy "Lustro" są jak najbardziej na miejscu. Ja do tej "spokojniejszej nuty" Własnego Portu nic nie mam, ale wolę gdy na spotkaniach z Szantami jest energicznie i przekonująco:)
Pozdrawiam!
  MŁODE WYJCE
Witam!
Bardzo dziękuję za szczere i ciepłe opinie, cieszy mnie również fakt, że podoba się wam nasza twórczość i to co robimy... Za niedługi czas wrzucimy kolejne autorskie nagrania.
Grzywa - twoja opinia najbardziej pokazuje, jaki zrobiliśmy postęp i to mnie bardzo cieszy. Pół roku temu nie chciałeś nawet komentować naszej gry, wiem że było tragicznie i przed wcześnie pokazaliśmy się światu... Tym bardziej jest mi miło, że mogę usłyszeć dobre słowo od kogoś kto spowodował, że w ogóle zacząłem się interesować muzyką żeglarską. Wasz koncert w Mikołajkach w 2005 zrobił na mnie ogromne wrażanie, połączenie mocy Alice in Chains z żeglarską nutą - bomba. Więc dzięki za wszystko:)

Skrzypaczka - ciesze się, że wyczułaś w tym Dżem:). Przez sporo czasu grałem i śpiewałem blues'a, najlepiej się czuję w tym rodzaju muzyki. Staram się wkładać trochę muzyki blues'owej w naszą twórczość, a dżem jest jednym z zespołów na których się wzorowałem swego czasu...

Tekst jest o człowieku, który stracił wszystko co miał - w tym przypadku okręt, który był jego domem. Pomimo ogromnej traumy i rozpaczy jaką przeżył chce wrócić na morze, które go wychowało. Z tymi stoma metrami to trochę przesadziłem... ale w sumie to miało być przekolorowane:). Poza tym ten tekst można tłumaczyć na parę sposobów. Takim marynarzem może być każdy z nas, jeśli mamy coś cennego do stracenia i pomimo wielkiej straty chcemy normalnie żyć. Pewnie ktoś napisze, że jest to za bardzo pogmatwane i zbyt filozoficzne jak na szantę - cóż to jest właśnie szkoła Pana Riedla i lata słuchania Dżemu:)

Jeszcze raz dzięki za ciepłe słowa.
Cheers !!!
  Les Pirates (Piratki)
Nie wiem jak to będzie, ale wcale by mi nie przeszkadzało posłuchać "Piratek" na żywo, powiedzmy, na letniej edycji PPP. Słuchając "różnistych" interpretacji utworów bretońskich, te fragmenty pieszczą moje ucho melodia języka(nie wiem czy to francuski , czy może pobrzmiewa tam nuta dialektu bretońskiego, nie znam się). Bardzo mi się to podoba i chętnie "wpasowałabym" te utwory w swoistą składankę, żeby było czego posłuchać podczas dłuższej jazdy samochodem. Ja te dziewczyny porównałabym do wychowanek Dominiki "od Sąsiadów" a nie do jakichś "Fasolek", czy "Gawędy". To jeszcze jedna "dróżka" którą poszły dawne szanty. Niech tak będzie. Śpiewać każdy może trochę lepiej, lub trochę gorzej...a one nieźle śpiewają.

E
  Londyńskie Spotkania Szantowe - ślady (lub co tam kto...)
W "Żaglach" pisze relacje z Mazur, np. z regat i innych wydarzeń, a przede wszystkim ma świetny autorski cykl o mazurskich przystaniach.


I co nie warto zaprenumerować "Żagli". Przecież one były wcześniej niż inne media traktujące o szantach. Pamiętam, że była tam taka rubryka gdzie były zamieszczane nuty i teksty szant i piosenek żeglarskich. I o budowie jachtów własnym sumptem też było i jeszcze parę innych ciekawych rzeczy. Dawno nie czytałam tej gazety, chyba sobie w najbliższym czasie kupię, żeby zobaczyć co sie pozmieniało. A Ty wiesz że ja pamiętam jeszcze takie "Żagle", które miały niebieską matowa okładkę i nie było w nich żadnych reklam
  Londyńskie Spotkania Szantowe - ślady (lub co tam kto...)
Pamiętam, że była tam taka rubryka gdzie były zamieszczane nuty i teksty szant i piosenek żeglarskich.

Owszem, wiele lat prowadził ją Jurek Rogacki. Do dzisiaj namawiam go na zebranie tego w formie książkowej. Na stronie Refów są utwory refowe, w sieci można znaleźć kilka innych, ale było jeszcze wiele opowieści, mam gdzieś na dnie szafy "Żagle" ze "Słodką Jane" Mechaników.
Niewątpliwie wychowałem się na tej rubryce :)
Pierwszy nr "Żagli", jaki miałem w ręku, to lipiec 1991 r.
  Kotłowa lista przebojów, ...czyli co komu w duszy gra :))
Marto, UBIEGŁAŚ MNIE!!!
No to z innej bajki:

POPŁYŃMY NA COUNTRY
Ryszard Muzaj

No posłuchaj żeglarzu, a przyznasz mi rację:
Przeprowadzić musimy Country-Sail Operację.
Kowboj dobry na koniu, ale gdy na jacht wejdzie,
Siada na nim okrakiem, trzyma szoty jak lejce.

Więc popłyńmy na country,
By śpiewać tam szanty.
Najwyższa pora
Zszancić cowboya.
W saloonie od progu
Nie whisky, lecz... grogu!
I zamiast Clementine
Śpiewajmy Sally Brown.

Żeglowanie kowbojom jest raczej nie znane,
Nie chcą zamieniać koni na jachty czarterowane.
Choćbyś prosił i zmuszał, obiecywał łyskacza,
No nie wypłyną na żagle - widać taka rasa.

Cały czas za krowami po prerii wciąż gania,
By w końcu tu na jeziorach dać popis śpiewania.
Jeśli jego dysonans czasem zabrzmi o zgrozo,
No bo jak śpiewać country pod żaglami nad wodą?

Hej żeglarze, przestrogę wam teraz dam:
Abyście płynąc na country nie zbłądzili wśród skał,
Bo was nikt nie usłyszy z głębi kliprowych wód,
Choćby szantymen śpiewał country tak, jak z nut.
  [Świątynia Yondalli] Czas Ssetha

Vlad Greycrow
- M-hmm. - przytakuje Nut, wcinając daktyla. - Nie jestem dobrym tropicielem, ale pomogę jak się da. W kilka osób zawsze są większe szanse na jej znalezienie.
Odprowadza ją potem krótko wzrokiem, po czym zabiera się za dalsze gmeranie przy obozie. Nuci jakąś rytmiczną, podobną szantom melodię pod nosem.
  Mój instrument. Dlaczego ten a nie inny?
Hej!

Grzecznie przyznam się, że przeczytałem tylko pierwszy post tegoż wątku - za co jego autorowi wielki tribute!!! Gram na gitarze od 15 lat. Ooo! Przepraszam - mam małą przerwę od prawie 4 lat - niestety.

Pytaniem autora wątku było - dlaczego akurat ten instrument? Odpowiedź pewnie będzie taka sama jak w przypadku milionów innych gitarzystów na całym świecie. Po prostu - zobaczyłem kolesia, który robił takie rzeczy z geeetarką i wokaaalkiem że marzenia krystalizowały się same!

Nic to! Jak już tak pare latek grałem i słuchałem, to zabił mnie jeden gość! Śmiejcie się ale to właśnie wtedy stwierdziłem, że granie w kierunku wirtuozerii i bycia Bogiem wszechspeedu nie ma sensu, bo nie starczy mi życia na osiągnięcie takiej techniki i tzw. feelingu jaki ma (m.in.) Pan Joe Petrucci z zespołu Dream Theater!

Można jednak inaczej. Ktoś mi kiedyś powiedział: "zagraj 7.000 nut w jednym utworze a nie osiągniesz tego co czujący muzykę zaledwie trzema!!!".

Tu zastanowiłem się co poza samą muzyką jest dla mnie ważne.
I nie! Nie, drodzy czytający! Mama i tata są naj naj naj ale w tym przypadku wygrały żagle - stąd też szanty.

... "zaczaruj wszystkich trzema dźwiękami - ale właśnie tymi!..."

a fanem Dream Theater będę już chyba dozgonnym... co i Wam polecam - pozaszantowo!

Pozdr sjshortt
  Tradycyjnie czy nowocześnie?
Mariuszu B.,
a ja tylko o muzyce.
Wiesz dobrze, że nie należę do tradycjonalistów.
Klasyczne szanty mnie ino inspirują.
Trochę inaczej słucham szant. Nie mogę na to nic poradzić, że pieśni morza odbieram, a potem przetwarzam po rockowej nucie. I nie jest to kwestia tylko interpretacji. To jest kwestia mojej mentalności.
INSPIRACJA.
Dla mnie ten termin oznacza jedno: korzenie.
Wynika z tego, że mam wspólne korzenie z tradycjonalistami, z tym, że ONI odbierają tradycję bardziej dosłownie, a ja maluję Ją swoimi kolorami.
Nie silę się teraz na piękne słowa, bo godzina nie ta i ja jestem zbyt szczery.

Rozmawiałem wczoraj w Jurkiem Rogackim. Bardzo miła to była rozmowa.
W przyszłym roku wybieram się na KUBRYK.
Zagram dla Was kilka piosenek. Tylko ja i akustyczna gitara. Wyzwanie? Nie.
To wspólne korzenie oraz inspiracje. I nie jadę po splendory. Jadę zagrać.
Grzywa.
  Niezwykle Kontrowersyjni
Freak!, na naszych stronach w dziale Nuty masz juz "Szantę włoską". Wybacz możliwe niedokładności w kwestii metrum i długości nut

Tam jest pierwsza zwrotka oraz jak zagrać czy zaśpiewać o tym jak Pola miła zginęła.
  Rozmowy Country Polska
Nie byłem na wspomnianym koncercie i nie mopgłem naocznie podziwiać kunsztu Emmanuela.
Są tylko dwie kategorie gitarzystów, którzy potrafią z gitar wycisnąć to, co się da wycisnąć - ci co grają flamenco i ci co grają country. Reszta może za nimi nosić instrumenty.


Uwierz mi że Tommy Emmanuel nie uważa się za muzyka country. Ba jest od tego daleki jak Polska od Australii, skąd pochodzi Tommy. On gra swój niepowtarzalny styl, który nie bardzo wiadomo jak zaszufladkować, bo nijak nigdzie nie pasuje (a może przeciwnie, pasuje po trochu wszędzie). A stosując Twoją gradację wartości muzyków, to za nim reszta może nosić, nawet nie instrumenty, bo nie dla psa kiełbasa, tylko co najwyżej kable.

Kiedy zrozumiesz że muzyków w większości nie da się porównać względem muzyki jaką grają (country, rock ,blues, folk, szanty, flamenco, pop, i inne gatunki)? Porównywać można ich techniki, sposoby budowania dźwięków, solówek, szybkość, sprawność, ale to tak naprawdę wszystko nic o nich nie mówi.
Bo jak mawiał (dla mnie wielki) B.B. King wystrczy zagrać tą jedną jedyną, właściwą nutę, we właściwym momencie by stworzyć wielkie dzieło.

Pzdr[/quote

Huberts dnia Czw 16:22, 12 Kwi 2007, w całości zmieniany 1 raz
  Pomóżcie!!!
W związku z tworzonym śpiewnikiem poszukujemy PILNIE zapisu nutowego
piosenki "The "I'm Alone" At Lunenberg" z płyty "Tall Ships and Salty Dogs"
grupy "Irish Rovers".
Dla mniej zorientowanych ta piosenka była podstawą do stworzenia "Szkuner
I'm Alone".
W nagrodę dla osoby, która pomoże nam zdobyć te nuty przeznaczamy bezpłatne
zaproszenie na wszystkie imprezy finału festiwalu Kieleckie Spotkania z
Piosenką Żeglarską "Szanta na Sukces".

Z pozdrowieniami

Stowarzyszenie "GEJTAWY"
www.szantanasukces.pl

--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
  Pomóżcie!!!
Stowarzyszenie GEJTAWY napisał(a):
[quote]W związku z tworzonym śpiewnikiem poszukujemy PILNIE zapisu nutowego
piosenki "The "I'm Alone" At Lunenberg" z płyty "Tall Ships and Salty Dogs"
grupy "Irish Rovers".
Dla mniej zorientowanych ta piosenka była podstawą do stworzenia "Szkuner
I'm Alone".
W nagrodę dla osoby, która pomoże nam zdobyć te nuty przeznaczamy bezpłatne
zaproszenie na wszystkie imprezy finału festiwalu Kieleckie Spotkania z
Piosenką Żeglarską "Szanta na Sukces".

Z pozdrowieniami

Stowarzyszenie "GEJTAWY"
www.szantanasukces.pl

[/quote]
A moze po prostu spisac nutki z oryginalnego nagrania?

R.
  Silesian Sound
"Umpa, umpa" też już przez moment zaczęło żyć własnym życiem, ale jednak - jak widzę - zainteresowani postanowili rozprawić się z niepoprawnym "terminem" nowoczesną - wziętą z przekaziorów - metodą: zamilczeć go na śmierć.

Zamiast tego są "Szanty na Rockową Nutę - New Generation" - oni bynajmniej nie milczą. No bo jak tu milczeć skoro mają takiego rzecznika...
  Muzyka przy nauce
Oj nie, przy czytaniu czegoś dla radochy absolutnie nie mogę słyszec ani jednej nuty, bo nie będę czerpał z lektury 100% przyjemnosci.


Ale są takie książki które aż się proszą o nastrojową nutę...

Czytając pościg na oceanie włączałem sobie zespół szantowy Mordewind. Przy S. Kingu soundtracki z horrorów np. Ring czy Lśnienie. Teraz czytam "O włos od piwa" do którego bardzo mi pasuje Running Wild. Tylko jest taki problem że od razu śpiewam jak tylko słyszę te dźwięki... dlatego muszę zrezygnować z tego, znaleźć jakiś zamiennik.

Muzyka przy czytaniu to chyba nie jest aż taki offtop?

Chyba nie. Simba.
  Muzyka
To po bazi ja muszę przejrzeć te 20 GB, co my tu mamy...
Wcześniejsza moja muzyka to Metallica i Nirvana, nieodłączny zestaw każdego obecnego EMO...
Później przyszła prześmiewcza nuta Eminema, Blodhound Gang'a i FISZa czasy mocnego, psychodelicznego The Prodigy, K44,
a później już wszystko: Guano Apes, K44, PFK, raggae- Vava, Indios,
Akurat, Nelly Furtado,
Moja słabość: Linkin Park.. zawsze potrafiące postawić mnie na właściwą drogę (z doła) i nadające szybszy rytm tego, czym się w danym momencie zajmuję.
Ostatnio odkryłem polski zespół Ocean.. ostatnio- jakiś rok temu (szukałem, szukałem, aż znalazłem), też ich uwielbiam.
Ze spokojnych- Enya, Era, Evanescence (3xE ;P), Nightwish (tak, spokojna, znaczy uspokajająca mnie), THERION (płyta Theli wymiata)
Do różnego słuchania służy mi KORN, SOAD, Ogólnie muza Woodstockowa (czyli wszystko fajne co grało na wood: Farbeni, zielone żabki, vava, Indios, voo voo, carrantouhill, Maleo Raggae Rockers, Psio Crew, Blade Loki i reszta),
POEZJA ŚPIEWANA! jako bard (grajek) słucham wszystkiego z płytoteki Kaczmarskiego, SDMu, części Czerwonego Tulipanu, Stachury (nie mylić ze Stachurskym!), Szanty (jeśli coś z nich znajdę).
Habakuk, HappySad (muzyka dla SAMOBÓJCÓW!) (a jeśli nie jesteś samobójcą, to słuchanie ich piosenek w szybki sposób może Cię doprowadzić do stanu...)
i to wszystko, co przychodzi mi do głowy przeglądając te 20GB...
Więcej piosnek nie pamiętam, za wszystkie złe serdecznie żałuję i się poprawię
  Poszukuje
Swoją drogą to mi też! A tak w ogóle to topic jest świetny. Myślałem, że Sonicool zadaje mało precyzyjne pytanie i temat w najlepszym przypadku zakurzy się. A tu BOReK się dorzuca z odpowiedzią i żywa reakcja!
Ta piosenka rządzi a skoro macie już talent do takich zabytków to szukam podobnej nutki.
A mianowicie:
Pamiętacie stary serial: "Na południe" ? O tym jak do Stanów przybył Kanadyjski Konny i potem współpracował z Chicagowskim policjantem? W każdym razie w jednym z odcinków robili abordaż (wraz z grupą studentów (?) ) ze starego liniowca na bodajże kontenerowiec. I tu wykluwa się powoli moje pytanie. Abordaż odbywał się przy nucie (szanty) pieśni o Majorze M(a)c Kenzie. Kojaży ktoś kawałek?
Wierzę w WAS!
  Newsweek o szantach
Porównanie w tym kontekście miało raczej oznaczać, że oba gatunki przeszły podobną drogę - od slumsów i doków na muzyczne salony.


Zgadza się, ale jeśli się wsłuchasz w niektóre zaśpiewy bluesowe (na przykład krótki song chyba na początku filmu "Zielona mila" - głowy nie dam) to sam przyznasz, że nie dość że drogę te dwa gatunki przeszły podobną (choć szantom do salonów chyba jeszcze daleko) to na dodatek sposób wykonywania niektórych bluesowych songów (więźniowie, kopanie dołu, murzyn podaje nutę reszta odśpiewuje, wszystko w trakcie pracy)
- sprawdzę i powiem, gdzie tego szukać (mam na myśli oczywiście a cappella)

"16 ton i co z tego masz..." - czyż nie? Dlaczego tak pięknie ta pieśń, ten blues, przyjął się w naszym światku? Bo blisko mu do nas i tyle.

Dlatego napisałem, że u zarania te dwa gatunki były bardzo blisko siebie - i nadal jest sporo bluesa w muzyce morza i zdarza sie trochę morza w bluesie.

Blues "czarną szantą"???

Ubawiło mnie zdanie: "A producent płyty Hal Willner dodaje, że jego zdaniem morskie songi to "pierwsze piosenki punkrockowe. Są w nich żar i bunt"" - hehehe! Dobre!

  Dwarsgetuigd - "Shanties and Songs of the Sea"
No to mam dobrą wieść...
Rosabellę wzięli ostatnio na tapetę Sąsiedzi :)

Miłośnikom holenderskich szant polecam wymienione tu nazwisko Nanne Kalma (i jego grupę Kat yn 't Seil)

"Hand over hand" to jeden z jego utworów, który na płycie "Nie tylko Rio" śpiewają RO'20

(nie)Podoba mi się komentarz przy tym utworze na płycie Ryczących:
"muzyka: na motywach "Hand Over Hand" Nanne Kalma"

Należałoby dodać: "na wszystkich motywach" bo utwór leci nuta w nutę jak oryginał... ech
  nuty do szant
znacie moze jakąś stronke gdzie byb były nuty do szant ??
  Tabulatury
Z tego co wiem to na wszystkim można grać z nut Sprobuj poszukac szant w zapisie nutowym. W kazdym wiekszym miescie sa biblioteki gdzie mozna wypozyczyc rozne nutowe wydawnictwa.
  Tabulatury
No wiem że można grać z nut Jednak nie jest to takie proste. Ale poszukam szant w nutach.
Dzieki.
  strona z nutami
Zna może ktoś z was jakąś stronę internetową z nutami do szant (chodzi mi tu koniecznie o nuty bo z akordami mam).

Z góry dziękuję
  strona z nutami
Kiedyś znalazłem taką paczkę .rar z szantami w której również były nuty. Spróbuj poszukać w , może trafisz bo ja niestety straciłem te pliki
  Smugglers z przymrużeniem oka ;)
Dla mnie Smugglersi zawsze byli tymi "od mocnego uderzenia"
poza tym jako totalny świeżak w tym nurcie nie miałem ich za często okazji na żywo posłuchać to i przekonywać się do ich muzyki musiałem długoooo

Mam płytę "Still Smuggling" (o MC "Nagroda publiczności - pomarzyć tylko można)
ale jakoś - no sorki chłopaki, nie w moim klimacie to było (ni to rock ni to pieśń morska - moim zdaniem).

Rok temu na Szantomierzu jakoś mnie nie porwali, podobnie było i na PPP podczas koncertu aż...

przyszedł koncert nocny w pubie Tyskiego Muzeum Browarnictwa...

ależ oni się tam bawili, te same songi, które usłyszałem z duzej sceny tu zabrzmiały zupełnie dla mnie inaczej i choć nadal trochę trudno słucha mi się np "Staruszek jacht" z perkusją i basem, całość koncertu - bardzo mi się podobała.

Na koncercie w gliwickim 4Art jak wiatry pozwolą, z pewnością się pojawię no i wracam do "Still Smuggling" :)

A za co ich polubiłem...
Przez bardzo długi czas traktowałem ich jak ikonę, legendę. To ci słynni Smugglers, wielki GooRoo, tajemniczy Stłukla, multiinstrumentalista Józek,
Za każdym razem kiedy ich spotykałem (Gooroo, Jachu, Stłukla czy śp. Józek) stać mnie było tylko na cichutkie rzucenie cześć, bo gdzieżby takie sławy-legendy chciały zamienić słowo z takim szaraczkiem jak ja. No cóż ale każdy kiedyś nabiera odwagi :D
Najszybciej kontakt złapałem z Józkiem, ale tylko dlatego, że to on zagadnął - sam pewnie zbierałbym się długo.
GooRoo zawładnął mną w Kielcach podczas Zaduszek. Wyszedł z gitarą i po kilku nutach już chciałem by tam został do końca... a Northwest Passage... kupcie DVD - posłuchacie.
Stłuklę czytałem na grupie. Jego wiedza i trafne komentarze sprawiły, że cenię go sobie i lubię czytać - szkoda, że tak rzadko. Z jachem wreszcie pogadałem dłuższą chwilę w Giżycku.
I nagle (dla mnie) stało się jasne, że to fantastyczni ludzie, sympatyczni i otwarci
i choć na dłuższe dysputy jeszcze jakoś nie było okazji to... jestem pewien, że wkrótce się ona nadarzy.
Cenię ich i lubię za to, że wbrew takim jak ja (perkusja w szantach?!?) :D dawno temu weszli na scenę z własną wizją tej muzyki i robią swoje do dziś.

Trzymam kciuki i powodzenia
a za koncerty na PPP dziękuję

Pozdrowienia dla Krzyśka - gitarzysty, ależ on tam w browarach nutki zapodawał :D
  Cztery Refy!
4 Refy znałam do tej pory tylko z szantowego radia. Oczywiście spodziewałam się, że na żywo spodoba mi się jeszcze bardziej.

Przyznam, że nieco mniejsza liczebność zgromadzonej publiczności (wieczór wyborczy) mnie akurat nie zmartwiła. Szczególnie, gdy słucham występu pierwszy raz, wsłuchuję się uważnie, chłonę słowa i nuty. Gdy jest tłum, odbiór jest utrudniony.

Wspaniały występ, majstersztyk, zawierał wszystkie elementy, które lubię: przemyślana aranżacja uwtorów, zastosowanie klasycznych instrumentów akustycznych (w tym ulubionej przeze mnie anglo-concertiny oraz bodhranu), oczywiście śpiew. Odniosłam wrażenie "równości" wagi instrumentów i głosów. Już podczas ustawiania akustyki przed występem, ktoś z zespołu zaznaczył, żeby żaden z instrumentów nie wyróżniał się zbyt wyraźnie. Każdy miał swój czas razem i osobno. Przyznam, że nie zauważyłam w tym występie maniery, która zdarza się u innych, popisówek poszczególnych instrumentów, najprawdopodobniej funkcję pełniejszej prezentacji instrumentarium przejmują utwory instrumentalne - te bardzo lubię i doceniam ich kunszt.

Układ występu przygotowany z rozmysłem i w całości stanowiący ciekawą opowieść, poprowadzony zapowiedziami Jurka Rogackiego i Jurka Ozaista, z humorem i swobodą podana ciekawa treść, zapowiedź tego co prezentuje kolejny utwór. Te "opowiastki" bardzo lubię i chłonę "morskie opowieści" chętnie.

Różnorodne utwory od szant, przez klasykę Czterech Refów, w tym z historycznych czasów Górek Zachodnich. Zresztą okazja spotkania w jednym miejscu 4 uczestników tego kultowego festiwalu z lat 1977/78, w tym 3 na scenie: Jurka Rogackiego, Zbigniewa Zakrzewskiego i Jurka Ozaista oraz wśród widzów Andrzeja Kadłubickiego była dla mnie niesamowitym przeżyciem.

Bardzo dziękuję zespołowi, że mogłam tam być i wysłuchać ich na scenie i poza nią, a także szantymaniackiej braci za miłe towarzystwo.
  POLSKIE SZANTY
Polska szanta?
Jest polski rock, jest polski punk, jest polski jazz, jest polski DAAB, jest polskie morze, jest polskie piwo, polska szkoła filmowa, jest nawet dico-polo i polska dzielnica w Chicago.
Dlaczego nie polska szanta?
Czy tango śpiewane po polsku jest argentyńskie?
A poleczka tańczona na warszawskim Czerniakowie jest jeszcze czeska?
A POLONEZ? Przecież występuje w dorobku obcych kompozytorów, ale czy nadal jest polski?
"Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma" śpiewa Cyganka?
A czy Mirek Kowalewski jest Węgrem? Kiedy słyszę "Gdy żurawiem", to nie czuję smaku salami i nie widzę widzę Balatonu, tylko nasze Mazury.
WSZYSTKO JEST MUZYKĄ.
Gdzie narodził się rock? W Polsce? A przecież mówimy: "polski rock", "gwiazdy polskiego rocka" i nikomu to nie przeszkadza.

Polska szanta. Znam definicję szanty, ale na miłość boską, szanta jest muzyką i potrafi istnieć bez ciężkiej roboty.

Uwolnijmy szantę od pokładowej roboty!!! Geneza jest często mylona z nutami i w tym cały problem. Korzenie - korzeniami, a muzyka - muzyką

Czy blues nie istnieje bez bawełnianych pól?
Czy reggae grają tylko na Jamajce?

"Czesław Niemen - pomnik polskiego rocka" - czytam w "Encyklopedii Polskiego Rocka".

Czy będzie "Encyklopedia Polskich Szant"? Powinna być.

Jerzy Ozaist - pomnik polskich szant. Fajnie brzmi i dostojnie.

A jeśli nie, to jak napisać? Propagator kultury irlandzkiej, czy jakiejś tam?

"Perły i Łotry" - zespół odtwarzający dawne pieśni pracy.

Tak, polski rock ma swoją encyklopedię, to i polskie szanty muszą mieć również.
30 lat minęło - najwyższa pora. Szanty w Polsce mają więcej lat niż zespół "Perfect", "Lombard", czy "Lady Pank", a my ciągle udajemy żeśmy są wszyscy z Irlandii.

Pozdrawiam z uśmiechem, Grzywa.
  Shanties 2007
Morże być - słyszałam tylko ostatni kawałek, a ktoś tu juz pisał, że to za mało do oceny, ale jakoś mnie nie zachwycił.
Mohadick - bardzo fajnie, uznanie zwłaszcza dla skrzypaczki, która nie tylko grała, ale również "była" na scenie. Jako jedni z niewielu muzycznie byli bardzo ok. Przyjemna folkowa nuta. Wokal troche gorzej, fałsze i rytm. Jeżeli chodzi o teksty, to można by było stworzyć coś ambitniejszego.
No i Drake. Zespół poczynił ogromne postępy (w końcu widzielśmy ich trzeci raz (sic!)). Bodhranista nauczył się trzymać instrument, nie za tyczki! No i wymyślili nowy repertuar (poprzednio śpiewali to samo dwa lata pod rząd).tyle w kwesti postępów. Już trzy lata temu nie wpuściłabym ich na festiwal, a co dopiero teraz, kiedy można by wreszcie otworzyć drogę DEBIUTANTOM! Drake nieustająco fałszuje i obawiamy się, że ich nominacja nie jest związana z merytorycznym poziomem zespołu...
No i jeszcze o niemianowanych. Shantymentalni słusznie dostali tyle negatywnych opini i nie powinni mieć ich za złe, tylko popracować. Dobrze że Muzyk potrafi powiedzieć to w twarz. Ponton - spodziewaliśmy się dużo więcej, tani chwyt z dzieciakiem rozbawił publiczność, ale... V-szerze - v-szują. No i jak dzieciaki śpiewają 16 ton, to brzmi conajmniej śmiesznie. Duet damski - poczekajcie aż się Dominika zestarzeje, bo kalki nie potrzebujemy :). Generalnie nie było źle, ale troche pusto. warto by rozszerzyc instrumentarium, no i pomyśleć o własnych utworach. LEGOu - porażka. Pierwsze wrażenie ok - koncertina, różne głosy. ale potem z każda chwilą gorzej...
Na koniec słowo o Betty Blue, które było naszym numerem 1. Ambitne teksty, dobra muzyka, uzupełniające się instrumenty, mocny wokal, bez fałszów i to co szanujemy najbardziej - dziewczyna nie próbowała udawać, że jest starym brudnym rybakiem - dobrze dobrany repertuar to połowa sukcesu. Ciekawa interpretacja szanty klasycznej - a podobno żiri tego niedoceniło... A może raczej nie chciało wpuszczać na festiwal zespołu innego niż wszystkie? (jak zwykle...)

Na koniec gratulujemy (prawie) wszystkim wykonawcom i mamy nadzieje zobaczyc ich (zwłaszcza Betty Blue) na pełnometrażowych koncertach w Porcie.

Sofi i Gęsty
  Jerzy S. Łątka - Rozfalowana ziemia
Przeczytałem dzisiaj "Rozfalowana ziemię".
Dowiedziałem się z niej, jak powstawał ruch szantowy w Krakowie. Autor książki jest z Krakowa i dlatego nie dziwi mnie fakt, iż temu miastu poświęcił większość objętości swojego dzieła. Po prostu zna krakowskie środowisko dobrze, warszawskie jakby mniej...
Ale co tam! Nie będę się czepiał, w końcu sam mogę napisać książkę o warszawskim ruchu szantowym.
Dowiedziałem się o wielkim znaczeniu Festiwalu SHANTIES w Krakowie, bez którego zaistnieć na rynku szantowym jest wręcz niemożliwe.
Dowiedziałem się, że Kraków jest szantową stolicą Polski. Nie powiem, ciekawe, tylko ile dni w roku? Trzy, czy cztery?
Czego ja się jeszcze dowiedziałem? A, o tym, że Autorowi nie podoba się szalejąca pod sceną młodzież i zbyt głośna aparatura nagłośnieniowa. To było w odniesieniu do Festiwalu w Giżycku i występu, między innymi, "O.D.N."
Cóż, mnie męczą wykonania a capella, ale czy jest to powód, aby o tym pisać w poważnej książce?

Na koniec: nie czepiam się, została wykonana praca, a za pracę dziękuję, przeczytałem i się rozpłakałem, bo pojawiła się tam nawet nazwa mojej kapeli.

Co tu pieprzyć? Moja propozycja jest taka: PISAĆ CIĄG DALSZY OD STRONY 103!!!
O Krakowie już napisano. Teraz czas napisać o pozostałych regionach kraju.
Napisać trza coś o innych festiwalach, bo czytelnik "Rozfalowanej ziemi" pomyśli sobie, że szanty to grają TYLKO w Krakowie, Festiwal SHANTIES to JEDYNY poważny Festiwal, a Kraków, w którym, jak pisze Autor, jest ponad 1 000 pubów, jest TYLKO jedna tawerna: "Stary Port", gdzie dwa lub trzy razy w tygodniu grają coś na żeglarską nutę, ale to jest wystarczający powód na nazywanie się stolicą polskich szant.

Zwalam to wszystko na lokalny patriotyzm - rozumiem Autora i jeszcze raz dziękuję za "Rozfalowany Kraków", przepraszam, "Rozfalowaną ziemię", oczywiście.

Pozdrawiam, Grzywa z rozfalowanej Warszawy.
  opracowania wielogłosowe
witam,
poszukuję wielogłosowych opracowań (nut) szant. na 3, 4 lub więcej głosów. Coś w stylu np. Starych Dzwonów...
jeśli ktoś ma, albo wie skąd można takie cudo wytrzasnąć to bede dozgonnie wdzięczna :)
  Nuty do szant
Witam!
Poszukuję strony z nutami do szant.
Najlepiej by były to do tych najbardziej znanych typu: 10 w skali beauforta, hiszpańskie dziewczyny, gdzie ta keja itp.

Z góry dziękuję za pomoc.

Pozdrawiam!!!
  Hilfe!
No tak, ale nie do końca jestem pewien czy chodziło o przeróbki irlandczyzny, czy o coś rzeczywiście niemieckiego, jak "De grote Buer" (w wersji Czterech Refów to "Szanta śledziowa").
Ja znalazłem takie:
Wir lagen vor Madagaskar
1. Wir lagen vor Madagaskar
Und hatten die Pest an Bord.
In den Kübeln da faulte das Wasser
Und mancher ging über Bord.

Ahoi! Kameraden. Ahoi, ahoi.
Leb wohl kleines Mädel, leb wohl, leb wohl.

2. Wenn das Schifferklavier an Bord ertönt,
Ja da sind die Matrosen so still,
Weil ein jeder nach seiner Heimat sich sehnt,
Die er gerne einmal wiedersehen will.
Ahoi! Kameraden . . . . .

3. Und sein kleines Mädel, das sehnt er sich her,
Das zu Haus so heiß ihn geküßt!
Und dann schaut er hinaus auf das weite Meer,
Wo fern seine Heimat ist.
Ahoi! Kameraden . . . . .

4. Wir lagen schon vierzehn Tage,
Kein Wind in den Segeln uns pfiff.
Der Durst war die größte Plage,
Dann liefen wir auf ein Riff.
Ahoi! Kameraden . . . . .

5. Der Langbein der war der erste,
Der soff von dem faulen Naß.
Die Pest gab ihm das Letzte,
Man schuf ihm ein Seemannsgrab.
Ahoi! Kameraden . . . . .

6. Und endlich nach 30 Tagen,
Da kam ein Schiff in Sicht,
Jedoch es fuhr vorüber
Und sah uns Tote nicht.
Ahoi! Kameraden . . . . .

7. Kameraden, wann sehn wir uns wieder,
Kameraden, wann kehren wir zurück,
Und setzen zum Trunke uns nieder
Und genießen das ferne Glück.
Ahoi! Kameraden . . . . .

Plik MIDI
NUTY

Jest jeszcze "De Hamborger Veermaster", ale to przeróbka "Sacramento".
  Wodne DiscoPolo... czyli jak zmienić panujący stereotyp?
Mariuszu miły,
to nie są złe wzorce, tylko życie samo pisze scenariusze.
Szanty mają wszystkie atrybuty, które zadecydują o powstaniu gatunku.
Mają swoją historię, korzenie, klasyków (wykonawców), doczekały się opracowań książkowych, są zapisywane w nutach, rozwijają się we wszystkich możliwych kierunkach muzycznych , mają swoje "hiciory", nazwa SZANTA jest powszechnie kojarzona z pieśniami o morzu, pływaniu itp. i w końcu szanty mają swoich oddanych Fanów.
Popatrzcie na rożne strony muzyczne w internecie. Co czytamy?
Rock, folk, hip hop, disco, pop i co? I SZANTY!

To JUŻ się dzieje!
Czy chcemy, czy nie, ludziska określają Nas "SZANTOWCAMI", lub "SZANTYMENAMI", jak kto woli.
Jeśli powiem, że gram marynistycznego rocka, to usłyszę: " znaczy się szanty na rockowo, tak? "
I co mam powiedzieć, że nie?
A jak im zagram "Hiszpańskie dziewczyny", to powiedzą, że oszukuję.
Więc jak to jest?

Mariusz,
wiem, że SZANTA jako pojęcie jest mocno nadużywana. Rock też.
W każdej muzyce dzieje się podobnie.
Hip-Hopowcy też się kłócą o to, kto gra prawdziwy hip-hop.
A czym jest prawdziwy hip-hop? Ten wykonywany na ulicy?
A czy jest prawdziwa szanta? Ta wykonywana przed laty na statkach?
Muzyka klasyczna przenika do rocka, a rock do muzyki klasycznej. Chodzi tu oczywiście o sposób pojmowania muzyki, a tego nie da się zdefiniować.
Szopen na jazzowo, Metallica z orkiestrą symfoniczną, heavy metal z muzyka irlandzką, punk z folkiem - to są fakty.
Gatunki się mieszają i szanta też się miesza i mieszać się będzie, nawet jeśli Wielcy Klasycy przewracać się będą ze złości w grobach, a ci, co żyją zaczną strzelać do każdego "szanciarza", "szantowca", czy "szantymena".
To normalne zjawisko i nie ominie żadnego gatunku. MUZYKA tak po prostu ma.

Pozdrawiam, Grzywa.
  Co łączy PIEŚNI RELIGIJNE i PIEŚNI MORZA ?
Co łączy? Nuty.

Co dzieli? Wszystko pozostałe.

Edit: Żeby nie było kontrowersji. Dwa powyższe zdania dotyczą SZANT!
  Czy szanty są autentyczne?
Kraj, w którym żyjemy dziwny jest, jak odpustowy ptak na drucie.
Niby sztuka ludowa, ale co robi tu plastikowy uchwyt?
A tak, żeby było lepiej trzymać.

Autentyczność.
Powiedzą ci, że śpiewasz, jak Elvis Presley i to już jest...komplement.
Ale brzmicie!!!! Jak IRON MAIDEN! Cóż za wyróżnienie!

Śpiewaj, jak chcesz, graj, jak chcesz - tylko nie naśladuj.
Spójrzcie na Krzyśka Malinowskiego:
gra, jak Krzysiek Malinowski, śpiewa, jak Krzysiek Malinowski i nawet wygląda, jak Krzysiek Malinowski!
A ty nie sil się, bo nigdy nie będziesz Krzyśkiem Malinowskim. Może, co najwyżej, jego kopią.

Często słyszę: ty to chyba słuchasz dużo METALLIKI. Ależ skąd!?
Słucham często B. SPRINGSTEENA!
To oczywiste, że niektórzy artyści mają wpływ na twórczość innych artystów, ale drugi Elvis Presley nie jest nikomu do szczęścia potrzebny. Trzeba się odnaleźć. Czasem zagubimy się na zawsze i nigdy nie będziemy autentyczni. Będziemy naśladowcami.

Czy można zachować autentyczność śpiewając piosenki Czesława Niemena?
Jesteś już z góry skazany na porównania z oryginałem. Właśnie, ORYGINAŁEM, bo skazujesz się na bycie kopią.

Celowo nie piszę o szantach, ale analogie są chyba czytelne?

Wypracować swój styl nie jest rzeczą prostą. Tego nie da zrobić się przez tydzień.
Dobór głosów, instrumentów i sprzętu już cię szufladkuje.
"To taki polski "Pink Floyd" lub "Slade" - powiedzą znawcy. "I ubierają się podobnie".

Myślę, że warto uciec od tego wszystkiego i pogrążyć się we własnych pomysłach.

Najbardziej śmieszą mnie historie typu: o, ten riff to jest rodem z KREATORA.
Do diabła, ja nie znam żadnego KREATORA!!!
To skąd ten riff? Z mojego tępego łba! A że podobny? To co z tego? Może mam wrażliwość podobną do muzyka z KREATORA? Nie zastanawiam się nad tym i nie przejmuję się podobieństwami.
Pomyślcie, przecież każdy człowiek jest podobny do siebie.

Piszę teksty do piosenek, czasem napiszę jakąś melodię...
Podoba się ludziom, czy nie - nie interesuje mnie to.
Ważne, że ja czuję się dobrze.
Gdybym tworzył pod publikę, to nie byłbym sobą i nie napisałbym słów typu:

Zabierałem ją wszędzie ze sobą
Choć mówili, ze łatwa i prosta
Że w ogóle nie grzeszy urodą
A w dodatku pochodzi z Mazowsza

Nie szczędzono jej gwizdów i szyderstw
Kiedy z gracją wchodziła na scenę
I patrzyła z pogardą na nuty
Oklepanych, irlandzkich piosenek

To jest tekst o tym, co robię. ZAWSZE pod górę, rozumiesz?
Czy mam gdzieś irlandzkie piosenki? Nie. Wolę jednak polskie, autorskie, nawet te nasze biesiadne.
Jestem przecież AUTENTYCZNYM Polakiem!

Pozdrawiam, Grzywa.
  Sprzęt muzyczny a występ sceniczny
I to jest obraz szant w środowisku gitarzystów, w większości ludzi w wieku 16-25 lat.


Tak gadają: szanty = pitolenie.
Ale 90% rocka to też pitolenie.

Wyposażenie rockowego gitarzysty to NIE JEST JEDNA GITARA.
Trzy gitary to niezbędne minimum (dwie na scenie, a jedna w zapasie, gdyby któraś z tych scenicznych musiała się udać do lutnika.
Zakładając, że jedna przyzwoita gitara kosztuje 3 000 zł., to na same instrumenty + futerały należy wydać ok. 10 000 złotych.
Do tego jeszcze kolumna + "głowa" za jakieś 5 000 - 6 000 zł lub dobry "piec" za podobne pieniądze. Jeśli dodamy do tego dobre kable, jakieś efekty i sztywne kejsy na kółeczkach, to okaże się, że gitarzysta musi wydać ze 20 00 złotych, aby móc grać rocka na dużych scenach.

Chłopaki w wieku 16, 20, czy 22 lat mogą sobie tylko pomarzyć o takiej inwestycji lub porządnie się zadłużyć. No, chyba, że ma się bogatego tatusia.

Jak na pitolenie, to dużo pieniędzy, a pitoli przecież z 90% grających rocka.
Kto gra rocka? Zespół w garażu, w pubie, "Rolling Stones" i kapela weselna też potrafi zagrać coś na rockową nutę. Niestety, 90% to pitolenie.

Te 10% niepitolących wykonawców stanowi o sile gatunku.

Podobnie jest WSZĘDZIE. Na tych, co pitolą trafić najłatwiej: ognisko, knajpa, dworce kolejowe, imieniny u ciotki Jadźki, itp.
Na tych, co nie pitolą trafić trudniej, bo trzeba kupić bilet, zainteresować się, poświęcić czas albo mieć szczęście posłuchania ich za darmo.

Nie przejmowałbym się głosami fachowców od gitar, co nie oznacza, że nie ma problemu.

Kupujcie dobre, markowe instrumenty, kupujcie dobre, markowe sprzęty, bo warto.

Pozdrawiam, Grzywa.

PS. Nie jestem jakimś oryginałem w swoich poglądach.
Niejaki Mick Jagger powiedział:

"Niemal cały rock and roll to śmieci nie warte drugiego słuchania".
  Czy lubicie szanty?
Wlasnie wczoraj, w moim miescie odbył sie tzw. Maraton Szantowy. Musze przyznac, ze grali calkiem znosne nuty. Trzeba byc odwartym na rozne gatunki muzyki :)
  KONKURS NA CIEKAWĄ OPOWIEŚĆ ROCK - FANTAZY
Kamerton delikatnym brzemieniem wytyczał szlak którym płynąć im wypadło. Dni płynęły spokojnie, leniwie i beztrosko. Lecz nagle niebo pociemniało, od zachodu chaos dźwięków nadleciał a na jego mrocznych skrzydłach harpie. Poczęły one statek atakować z powietrza oszalałym dźwiękiem rozstrojonych gitar. Ich okrutne brzmienia dotkliwie raniły dzielnych podróżników. Wśród bezładnych muzycznych rykoszetów dumna królowa piratów zwołała załogę swą poczęli oni ze swych basowo- gitarowych miotaczy ręcznych dźwięków niskich ostrzeliwać harpie, lecz te tylko zręcznie umykały i odpowiadały swoimi nuto-pociskami. Walka trwałą zaciekle lecz dzielni obrońcy mimo swego zacięcia i determinacji rany odnosić poczęli, a harpie wciąż nie ustępowały. Naokoło sztorm trwał w najlepsze. Gothic za sterem stała dumnie a smok w powietrzu stwory chaosu odpędzić się starał lecz na nic by się to zdało. Gdy by nie przedziwny wypadek......W oddali zajaśniała świetlista łuna, z każdą chwilą rosłą i wzrastała w siłę, rozrywając mroki burzy i wlewała nadzieje w serca dzielnych obrońców
W kilka chwil później dało się już słyszeć wyraźnie słowa pieśni, piratom zdało się że jest to melodia starej szanty ale słowa jakby jakieś inne

Mewy, białe mewy, wiatrem rzeźbione z pian,
Skrzydlate, białe muzy okrętów odchodzących w dal.
Kto nam szybować każe za horyzontu kres,
W bezmierne oceany, przez sztormów straszny gniew?
Żeglarzom wracającym z morza
Na pamięć przywodzicie dom,
Walczącym nasze skrzydła niosą
Nadzieję na zbawienny ład.

Tak śpiewając nadleciały dostojne świetliste utkane jakby z gwiezdnego światła rozerwały żelazne cęgi mroku burzowych chmur. Ich hymn napełnił nadzieją podróżników zaś harpie nie mogąc znieść ich światła oraz dostojnej i pięknej niczym wschodzące słońce melodii rozpierzchły się we wszystkich kierunkach. Tak skończyła się potyczka z harpiami chaotycznych brzmień wielu odniosło wtedy rany lecz w jakiś cudowny sposób wszyscy starcie przeżyli choć nie jeden po kres swego życia bliznę będzie nosił jako ostrzeżeniem przed chaosem w dźwiękach.
  Szanty , szantymeni , szantowiska
Czytam, czytam, czytam i….nadziwić się nie mogę…i stąd kolejny referat…

Panowie i Panie, a raczej Panie i Panowie…Jak już pisałem w poprzednim „referacie” interpretacja jest fundamentem dla podstaw muzyki. Czysto zapisane „nutki” na pięciolinii, ze wszystkim co tam jeszcze się znajduje (przepraszam za sformułowanie ale niestety nie potrafię czytać nut) nie są tylko jakby tekstem wiersza, który napisał ten a nie inny poeta. Wszyscy dokładnie wiemy, że sposób przeczytania tekstu wpływa na jego odbiór, uczucia, które w nas wiersz taki wyzwala, emocje, z którymi dość często nie dajemy sobie rady, postrzeganie wszystkiego co w nas i dookoła… Tak samo jest z muzyką, a także z tłuczonymi już prawie 12 stron szantami. Właśnie interpretacja danego utworu, czy to jest piosenka żeglarska, szanta klasyczna, szanta neoklasyczna, czy każdy inny rodzaj uprawianego obecnie, czy też już nie uprawianego gatunku muzycznego, powoduje odpowiedni odbiór. Odbiór utworu przez słuchacza jest chyba wykładnią dla interpretacji. Jak ktoś już wcześniej napisał, często szanta klasyczna nie nadawałaby się do przedstawienia słuchaczowi, bo brzmiała by jak chór Antonowa po wypiciu 0,75l ruskiej wodki na głowę i wycięciu wokalistom przepon lub też narządu takiego jak jaja…

Do sedna!

Interpretujmy i aranżujmy wszystko jak się da!!! Byle miało to jakiś ład i skład. Myślę też o szancie klasycznej, której właściwie bez interpretatorów i interpretacji w ogóle by nie było w obecnych czasach…
Podsumujmy te wypociny…

Róbcie z szantą co chcecie ale przede wszystkim pamiętajcie o Niej… i ŚPIEWAJCIE

Pozdrawiam wszystkich!!!

PS Jeśli ktoś dobrnął do końca szczerze gratuluje!!!
  Shiroue - Dom Psiej Ligi
Nastał jasny, trochę mglisty, lecz piękny poranek. Statki bezpiecznie kołysały się w pirackiej zatoczce.
Piraci leniwie wyszli ze swoich kajut na świeże powietrze. Ktoś zagrał jakąś nutę,

Siedzieliśmy Pod Jodłą i dobrze nam się wiodło
Kapitan Ferrel stary zgred postawić nie chciał whisky
Trzy razy mu mówiłem uprzejmie go prosiłem
Lecz pycha rozpierała go a nam już wyschły pyski

Więc dałem jemu w nos co myśli sobie
Co myśli wredny typ postawić nie chciał nam

Wybrałem się do Mary chodziłem tam dni cztery
Ekonom Paddy suczy syn wciąż dawał jej robotę
Trzy razy mu mówiłem uprzejmie go prosiłem
I nie posłuchał łobuz mnie do dziś ma Mary cnotę

Więc dałem jemu w nos co myśli sobie
Co myśli wredny typ pozwolić nie chciał nam

Ktoś zaczął śpiewać, co kompletnie wybiło Wszystkich ze snu.
- cholera zamknąć się! Nienawidzę tych cholernych szant! Nienawidzę tego pieprzonego morza. Śpiewacie tą przeklętą szante każdego dnia!
- ciesz się, że nie śpiewamy „marko polo”
- tego jeszcze brakowałobym wam za cokolwiek dziękował!

****
- wszystko jest już przygotowane jak należy?

- Tak, nasi żołnierze i piraci już są gotowi do walki, teraz jest tylko kwestia podejścia bliżej do zamku. Jakbyś pytała co z szefem to siedzi u siebie i cos tam czaruje, będziesz musiała tam do niego dojść za 5 minut- Gligamesh westchnął i opadł ze znużenia na krzesło obok Arii.- Mam dosć utrzymywania tej ludzkiej postaci, nie umiem na siebie w lustro spojrzeć…

-ŁOHOHOHOHO ludzka postać, pomyśl sobie jak ja cierpie, musze cały czas na ciebie patrzeć.

- wiesz, wolałbym ochraniać jakąś powabną goblinkę albo bystrą trollkę a nie…

- Uważaj na siebie Wielki G, ok.? Smutno mi będzie bez twoich komplementów-Aria strzeliła jedną ze swoich tysiąca min że Gligamesha aż wzdrygnęło.

(ah, jak wyszło romantycznie, wcale tak nie chciałam)
***

Żołnierze byli w największej gotowości. Statki leniwie płynęły ku zamkowi w chmurach. Piraci wiedzieli ze to będzie największy skok w historii tej planety. Ci którzy bardziej realistycznej patrzyli na świat podejrzewali że to może być ich ostatni skok na cokolwiek.

(ah, jak wyszło patetycznie, wcale tak nie chciałam)

***
- To co idziemy?

- ech.. czuje że to będzie dłuuuugi dzień, Idziemy >.>’
  Muzyka
no to teraz ja;)

od lat siedzę w metalu(od lat czyli z 15 napewno)

generalnie techniczny death/ brutal death i black metal - też raczej techniczny

główne kapele to:
NILE
VITAL REMAINS
DEICIDE
IN FLAMES
DARK TRANQUILITY
OPETH
BEHEMOTH
VADER
AKERCOCKE
DEATH
BENIGHTED )FRANCUSKI DEATH/CORE/GRIND - Q-REWSKO TECHNICZNA JAZDA - POLECAM)
ABLAZE MY SORROW
GATES OF ISHTAR
AT THE GATES
DIE APOKALYPTISCHEN REITER - MIESZANKA DEATH/BLACKU Z SZANTAMI, FOLKIEM ITD - OGóLNIE KAWAł POTEżNEJ MUZY Z WIELKIM DYSTANSEM
SCARIOT
SKYFIRE
DIMMU BORGIR
OLD MANS CHILD
MELECHESH - IZRAELSKI BLACK
ORPHANED LAND
ORPHANAGE
MESHUGAH
PANZERCHRIST
OBITUARY
ARCTURUS
SOLEFALD
BORKNAGAR

I WIELE WIELE INNYCH NA KTóRYCH WYMIENIANIE MOGłOBY ZABRAKNąć STRON W TEMACIE;)

OCZYWIśCIE NIE GARDZę TEż DOBRYM POWEREM A`LA RHAPSODY (OBECNIE RHAPSODY OF FIRE), GRAVE DIGGER...

Z HEAVY TEż COś SIę U MNIE ZNAJDZIE -
SUSPERIA
YNGWIE MALMSTEEN
HELLOWEEN
SCORPIONS
METALLICA(PONIEKąD WYRASTAłEM NA TYM)
KAT
TURBO

TROCHę KAPEL Z LAT KTóRYCH NIEKTóRZY TU MOGA NIE PAMIęTAć
MIASMA
POSSESED
HELLHAMER
LAMMING PROJECT
LAWNMOWER DEATH
DEMOLITION HAMMER
TORTURE
SOULSTORM
MORTIFICATION
BASTARD
SARCOFAGO
MASACRE
IMMORTALIS
SABATH (NIE MYLIć Z BLACK SABATH)

EHHH... KOńCZę PISANKę BO TRZA O INNYCH NAPISAć JESZCZE;)

CO DO MUZYKI TYPU S.O.A.D. - JEST KILKA KAWAłKóW, KTóRE MI SIę PODOBAJą - JEDNAK NA DłUżSZA METę CAłY ALBUM MNIE MęCZY - GłóWNIE POPRZEZ MONOTONIę I BRAK KOPNIęCIA NA GARACH - KAWAłEK BEZ PODWóJNEJ STOPY Z UDERZENIAMI PERKUSJI PUNKOWEJ NIESTETY CZęSTO TRACI...
JEDNA GITARA NIE ZAGRA TEGO CO MOGA DWIE - TO SAMO TYCZY SIę NIGHTWISH - CHOCIAż OSTATNI ALBUM MNIE ZASKOCZYł - WKOńCU NAPRAWDę DUżO śPIEWA Marco Hietala - MOżNA GO USłYSZEC W BARDZO CIEKAWYM PROJEKCIE NORTHERN KINGS RAZEM Z Tony Kakko (Sonata Arctica), Juha-Pekka Leppäluoto (Charon), Jarkko Ahola (Teräsbetoni) - CHłOPAKI GRAJA SAME SłYNNE KAWAłKI W NOWEJ ANżACJI - DOAM, żE WSZYSCY CZłONKOWIE ZESPOłU SA NAPRAWDę WYBITNYMI WOKALISTAMI

Z KLIMATU NIEMETALOWEGO LUBIE RAMMSTEIN - MUZA PROSTA ALE WPADA W UCHO - ALE TEKSTY ZA TO NADRABIAJą - TILL POTRAFI STWORZYć NAPRAWDę ZAKRęCONY KAWAłEK - TYPU ROSSEN ROT, TIER, KLAVIER...

NO - PóKI CO TO TYLE

JAK KTOś POTRZEBUJE CZEGOś, POSZUKUJE NOWEJ NUTY - SłUżE POMOCą:D
  Nieśmiertelny spór o Szanty :-)
Wpuść dwóch rozrabiaków do pilnie się uczącej klasy...


Jurku

Nauczycielowi tej klasy ja powiem TAK:

SKORO CHCĄ wejść do tej klasy to WPUŚĆ ICH, ale opanuj ich, rozmawiaj z nimi duzo, naucz ich ze są w godnym miejscu, które ma swoją historię i to zanim jeszcze oni byli plemnikami. Zrozumieją wówczas ze muszą się zachowywać - taktownie.

ROZMAWIAJ Z NIMI.
POŚWIĘC IM CZAS.
ZAINTERESUJ SIĘ NIMI.
DAJ IM SZANSE.
Zobacz co oni potrafią.
Poradż co mają robić lepiej

Daj im do tego ważne, odpowiedzialne zadanie do wykonania, szanuj ich, wyślij na szkolenia w nagrodę za każde dobre zachowanie, wyznacz jasne granice i konsekwentnie się ich trzymaj i POCZEKAJ... - a będziesz miał DZIĘKI TYM DWUM - najlepszą klase w szkolę - z polotem, nutą szaleństwa - kreatywną... WYJĄTKOWĄ TWÓRCZĄ gotową zrobić dla ciebie wszystko, bo staniesz się ich MISTRZEM.

Ale do tego potrzeby jest zaangażowany, mądry nauczyciel. Głupi nauczyciel bedzie na nich krzyczał i usadzał w kącie i wysyłał do dyrektora... i mówił NIE ZALEZY MI NA WAS...
Taki nauczyciel zniszczy całą klasę... która mogłaby być wyjątkowa...

Ale to można zrobić NA POCZĄTKU... jak minie za duzo czasu albo tę klase dostanie kolejny nauczyciel - bedzie za późno na stworzenie genialnej klasy. Choć ja wierze ze i tak by się dało... :)

JURKU my w szantowej klasie jestesmy już troszkę spóźnieni. I elita polskich szant powinna zakasać rękawy i się wziąc do roboty. A zacząć jak zawsze od siebie

PS: Jurku - WSZYSTKIE lub prawie wszystkie te młode kapele SĄ TU NA TYM FORUM...
ten wątek czyta prawie 200 osób lub więcej.. kliknij KTO PRZEGLADAŁ TEMAT
http://forum.szantymaniak...sers.php?t=2869
Sssciskam
Cię
Yen
  Gdzie i jak mówią o szantach
Mówicie tutaj o tym, że gdyby szanty wyszły na wierzch stałyby sie od razu bardzo modne - wg mnie nie do końca macie racje. Trzeba nam zauważyć, że szanty to bardzo specyficzna muzyka. Padła tutaj nazwa takiego szmatławca jak "Bravo". Myślę, że to akurat nietrafny typ. Żeby cos stało się modne nie wystarczy o tym gadać. To musi być banalne, bardzo ogólne, aby trafiło do chociażby co trzeciego odbiorcy... Musi sie podobać. Przytoczę Wam piękną opowieść ze środy minionego tygodnia.

Siedziałam na dyżurze w szatni w osiedlowym gimnazjum, do którego niestety chodzę. Podszedł do nas wytapetowany, sztucznie opalony, różowy, pofarbowany kwiat polskiej, wybitnej młodzieży, i klnąc siarczyście, czarując nas wonią taniego papierosa zapytał, czy mamy telefon z odtwarzaczem mp3, a że mój telefon nieszczęśnie leżał na blacie sięgnął owy kwiat po niego bez specjalnego zapytania i zapewnił, że tylko tutaj sobie będzie słuchać i nigdzie z nim nie pójdzie. Poinformowałam ją, tę piękną dziewoje, wtem, że piosenki, które tam mam na pewno się jej nie spodobają. Mimo wszystko zechciała słuchać. Odnalazła w telefonie odtwarzacz i puściła pierwszą piosenkę. "Ranzo Ray". Skrzywiła się (skrzywienie pogłębiło się na widok nagłej ekstazy na mojej twarzy jaką wywołuje zawsze głos Maćka Ł. w owej piosence) i szybko zmieniła piosenkę. "Cumy rzuć, Żagle staw". Dalej. "Chłopcy do rej". Zaskoczenie na twarzy dziewczyny było... nie, to nie było zaskoczenie. To było tępe szyderstwo i pogarda. "Na redzie w Lorient". Potem kilka kawałków Myslovitz poprzeplatanych szantami i muzyką Guns n' Roses. Pamięć w telefonie nie jest duża (dwa GB szant mam na właściwym odtwarzaczu mp3 ^^), więc szybko stwierdziła, że to jest jakaś 'p**e***a muzyka i że wogle to se chyba jaja robie, że ja takiej muzy słucham" i czy serio "to jest moja nuta" oraz zapytanie "skąd tyś się k***a urwała"... Potem zaprezentowała mi "swoje bity". Wetknęła mi w ucho jakąś rąbankę i z uśmiechem stwierdziła, że jestem nienormalna i muszę mieszkać na odległej wsi, bo nie słucham techno. Potem przybyła jeszcze grupa jej ambitnych „ziomali” i razem, można by rzec, kontemplowali zawartość mojego telefonu określając ją adekwatnymi, wg nich, epitetami.

Uwierzcie, że wcale nie byłoby łatwo zrobić mody na szanty. To jest o wiele zbyt ambitne.
  Niezwykle Kontrowersyjni
aly koncert na dużej estradzie z akompaniamentem... perkusji cyfrowej jako podkładów z CD. Znaczy, można.


Można grać i ludzie tak grają.

Myślę, że problem jest gdzie indziej, jeśli chodzi o scenę szantową.
Jak ja to widzę?

Rewolucja zaczęła się dość dawno temu.
Gitara basowa, perkusja, potem przesterowane gitary, elektryczne skrzypce, itp.
To już nikogo nie dziwi, dzisiaj to normalka.
Nawet syntezatory zaczęły się pojawiać na szantowej scenie.
To już tylko krok od elektronicznej perkusji.
"Stonehenge" gra z wykorzystaniem elektronicznych rytmów - sam słyszałem.
Zatem czas na kolejną rewolucję? (ewolucję?)

I tutaj zaczynam się bać.
Jak elektroniczna perkusja, to czemu nie elektroniczny bas, jak elektroniczny bas, to czemu nie odtwarzanie partii wokalnych (np. chóru)?
I tak dochodzimy do sytuacji, w której występuje taki szantowy Czesław Niemen.
Wielki Artysta, kompozytor i w ogóle Idol wielu.
Piszesz własna muzykę, to rób z nią co chcesz...
Ale pojawią się na konkursach zespoły, które będą grać "Hiszpańskie Dziewczyny" z wykorzystaniem tej całej maszynerii. Pojawią sie później w tawernach...I co?

Za 100 zł. człowiek-orkiestra "obleci" trzy sety w tawernie.

Warszawskie dancingi spotkało to samo: wyginęła muzyka na żywo - zostali ludkowie z minidiscami, którzy tworzą jednoosobowe "bandy" NIE ZNAJĄC PRZY TYM ŻADNEJ NUTY!
Mało tego, nie potrafią zagrać na żadnym instrumencie! KARAOKE! Na weselach jest podobnie.

Z internetu za kilka złotówek można ściągnąć dowolny podkład do jakiegoś hiciora...
Chcesz być "Feelem"? Na pewno są dostępne wersje jego piosenek.
Nic, tylko śpiewać.

Antek,
Ty możesz mieć dobre intencje, ale reszta już takich może nie mieć.
Reszta pójdzie na łatwiznę. Po co mi w zespole basista, jak mogę mieć basistę elektronicznego? Nie myli się i więcej kasy do podziału.

Jaki tego może być finał?
Fatalny. Dla wszystkich.

Na razie to tyle ode mnie.

Pozdrawiam, Grzywa.

Ps. Jeśli mogę coś doradzić. ELEKTRONICZNA "STOPA". Używał jej "Latający Holender" z dobrym skutkiem. "Zejman&Garkumpel" również (kiedy grać im się zdarzało w okrojonym składzie) używał elektronicznej "stopy".
  ...Łops.
Mmh...Trudne pytanie.
Ogólnie rzecz biorąc to wszystkiego, począwszy od muzyki klasycznej poprzez punk-rocka, gatunki metalu, reggae, szant, bluesa a na irlandzkich nutach kończąc.
Moje uszy trawią wszystko oprócz <wzdryga się> techna.
  Bob Marley
Samego czlowieka nie lubie, w tresc piosenek sie nie wsluchiwalem, ale sama nuta to czemu nie. Ja tam slucham wszystkiego. Od reggae i szanty przez rock i ballady konczac na metalu i gabberze (nie przepadam tylko za disco polo i country ale jak trzeba to slucham :D).
  08 sierpnia 2008 - NOR FOLK w Chorzowie
Zapraszam na koncert
do Tawerny Żeglarskiej Stary Port w Chorzowie
(ul. Rynek 13, wejście od parkingu)
godz. 19:30
na koncert zespołu
NOR FOLK

wstęp wolny

szanty
Zespół NorFolk powstał dzięki wzajemnej inspiracji i poszukiwaniu nowego brzmienia
przez muzyków z zespołu Psia Wachta. NorFolk czyli Neither Rock Nor Folk.

To nasze miejsce w muzyce, nisza pomiędzy rockiem i folkiem. Staramy się za pomocą
akustycznego brzmienia osiągnąć najsilniejsze środki wyrazu dla naszych tekstów. Nasza
muzyka ilustruje przekaz i wynika z niego - jedno jest nierozerwalnie związane z drugim.
Muzyka powstaje jak efekt wspólnej pracy i wzajemnego pobudzania się do tworzenia.
Wśród rozmaitych muzycznych źródeł inspiracji, które kształtują każdego z nas z osobna
można znaleźć pewien most porozumienia. Szukamy rytmów, nut i nastroju w muzyce takich
zespołów jak: Tool, System of a Down, Dream Theater, Opeth, Gaate czy Pain of Salvation.

W konsekwencji naszych poszukiwań powstaje muzyka dla tych, którzy szukają swego
miejsca. My je definiujemy i w swój sposób oznaczamy. Jeżeli nie możesz znaleźć
się w świecie, gdzie wszystko jest zaszufladkowane, na pewno się z nami
odnajdziesz. Niewątpliwie nie wystukasz naszych rytmów z łatwością. Nie znajdziesz
pokrzepienia w naszych tekstach. Jednak na pewno pokażemy ci, dokąd doprowadzić cię
może inspiracja. Jeśli już nas znasz, niewątpliwie zastanawiasz się skąd bierze się
nasza muzyka... Wspólnie oblekamy teksty i melodie w muzyczne ciało. Każdy z nas
dodaje swoje inspiracje, żeby osiągnąć końcowy efekt, i tworząc muzyczny język
porozumienia staramy się trafić do Was.
więcej o zespole: http://www.norfolk.art.pl/
  Betty Blue - "z błękitem w tle"
Niniejszy tekst nie pretenduje do miana recenzji, bo tych pisać jeszcze się nie nauczyłem, a i wiedzy zbyt mało. Będą to raczej moje osobiste spostrzeżenia, które nasunęły mi się po wielokrotnym przesłuchaniu tej mini płyty, bo zawierającej siedem utworów, ale za to długaśnych /od 4.11 do 5.05 min./.

Na płycie przeważają utwory autorskie i są to: otwierające płytę "Zwierciadło Morza", 3."Ballada o Józefie i Jego Szlafkumplu", 4. "Jak Fala", 6. "Piosenka o Rzucaniu i Łapaniu", które uzupełniają: 2. "The Mermaid", pieśń tradycyjna, znana nam głównie z wykonania Iana Woodsa z 4 Refami, 5."Pożegnanie" R. Muzaja oraz 7. "Smuga Cienia" A. Grzeli i D. Gawła /jest to nagranie live z Zaduszek Szantowych w X 2007r./.

Płyty tej nie potrafię słuchać zajmując się jeszcze czymś innym niż tylko słuchaniem, bo to rozprasza i gubi się jakże ważne i mądre teksty, do tego śpiewane ze zrozumieniem treści, wręcz aktorsko zagrane. Mi osobiście Ela Kołodziejczyk udowodniła tą płytą, że mało ma sobie równych na naszej scenie w jakości interpretacji utworów. Jej śpiewanie, z pogranicza piosenki aktorskiej i poezji śpiewanej, kojarzy mi się ze śpiewem Elżbiety Adamiak, wokalistki z innej bajki, ale i to, co wykonują muzycy z Betty Blue, również szantą nawet nie pachnie. Z wodą wielką i małą łączą się wyłącznie teksty, zaśpiewane najczęściej balladowo, bo nawet nie w konwencji piosenki żeglarskiej.

Trzy gitary, to zdawać by się mogło, zbyt skąpe i jednostronne instrumentarium, aby stworzyć coś interesującego muzycznie. Otóż wcale tak nie jest, głównie za sprawą ślicznych linii melodycznych utworów, a także bardzo zgrabnych solówek gitarowych Pawła Kołodziejczyka, z których najbardziej przypadła mi do gustu ta z "Piosenki o Rzucaniu i Łapaniu". Osobny rozdział to gra na basie Bartosza Giełzaka. Specjalnie zwróciłem na to uwagę i wyszło mi, że ponad 80% zagranych przez Niego nut to ćwierćnuty i ósemki. Rzadko słyszy się, aby basista grał tak "gęsto", tworząc coś na kształt własnej linii melodycznej, a przy tym nadal spełniał podstawową funkcję tworzenia w dolnych rejestrach bazy utworu. Właśnie to "gęste" granie obu panów powoduje, że brzmienie zespołu jest o wiele pełniejsze, niż się można było tego spodziewać.

Z utworów autorskich zespołu, trzy z nich to dla mnie perełeczki. "Ballada o Józefie i Jego Szlafkumplu" oraz "Jak Fala" wzruszają mnie, nawet uroniłem skrzętnie otartą łezkę, zaś "Piosenka o Rzucaniu i Łapaniu" mnie po prostu cieszy. "Jak Fala" to utwór poruszający ten sam problem co słynne już "Powroty II", tylko opowiedziany z miłością, a nie z obawą. Tą świetną trójcę uzupełnia śliczna Syrenka, wykonana z dużym smakiem i kulturą muzyczną, hit naszych scen.

Nie mogę się przekonać do dwóch utworów na płycie z serii Conradowskiej /"Zwierciadło Morza" i "Smuga Cienia"/. Niby nic tym utworom nie brakuje, a dla mnie są po prostu nudnawe i przeintelektualizowane. Może to wynikać z mojego gamoniostwa, ale ich przesłanie do mnie nie trafia.

Na koniec strona realizacyjna płyty. Z okładki możemy wyczytać, że powstała ona własnym sumptem zespołu, a nagrania, domowym sposobem, dokonał Paweł Kołodziejczyk. Jak dla mnie wykonał kawał porządnej roboty i powstała płyta, którą z czystym sumieniem mogę polecić wszystkim, którzy w muzyce poszukują czegoś więcej niż podkładu do szaleństw na parkiecie.
  POLSKIE SZANTY
To nie ja wymyśliłem definicję szanty i nie ja będę wymyślał nazwy dla tego, co dzieje się na polskich scenach.
W gablocie, w tawernie "10 w skali B." widnieje nazwa "S.M.W." z zaznaczeniem, że jest to zespół "okołoszantowy". Chcecie więcej takich dziwactw?

Disco-polo - dyskoteka po polsku? Nie, w rzeczywistości jest to zabawa weselna przeniesiona żywcem na zawodowe sceny.
Polski blues - widział kto Polaka-Murzyna?
Polski rock, polski big beat:)) Śmiechu warte, ale jak określić muzykę zespołów grających tak, jak to grają zespoły na Zachodzie, tylko śpiewających po polsku?

Fiński rock, węgierski rock, francuski rock, japoński rock - ile krajów tyle odmian rocka?

A szanta jest tylko jedna, jaka? Irlandzka, czy amerykańska? A może francuska lub hiszpańska? Czy duńska lub Holenderska? A chińskich lub włoskich nie ma?
Powiecie, że nie ma polskich szant. Ale są polscy wykonawcy, którzy grają szanty i tworzą własne utwory. Co z nimi?
Czy ja gram muzyczkę żeglarską? Śmiechu warte!
A może gram pieśni kubryku? Ha, ha, ha !!!
Szant tez nie gram.
To co ja gram? Rocka gram i śpiewam o pływaniu. Gram polskiego rocka inspirowanego szantami? Ha, ha, ha...ale burdelos na kółkach!

Polski zespół szantowy nie pasuje.
To co pasuje? Nic. Podzielić się trzeba i już. Tak jest najłatwiej, tylko po co?
Szanty swoją drogą, a reszta swoją.
Tak to jest, jak obcy kulturowo twór zaszczepi się na polskiej ziemi - z czasem stanie się tak spolszczony, że aż polski - to normalne zjawisko, jak z włoszczyzną.
Ktoś zwyczajnie nie przewidział, ze szanty będą tak popularne i teraz mamy niezły bajzel w nazewnictwie.

Zauważyłem, że Fani nie lubią zespołów-chorągiewek. Szanty to szanty, a nie jakieś tam "Statki na niebie". Kilka luźnych myśli.

SZANTOWY ZESPÓŁ JEST SKAZANY NA SZANTY. (Bo inaczej nie będzie już szantowym)
Pozostałe zespoły mogą grać, co chcą. (szanty również)
SZANTOWE ZESPOŁY SĄ SKAZANE NA ODTWÓRCZOŚĆ. (Szanta to szanta)
Pozostałe zespoły mogą tworzyć, co chcą i odtwarzać, co chcą. (Nie są zobligowane terminem "szantowe")
SZANTOWE ZESPOŁY NIE MOGĄ ŚPIEWAĆ PIOSENEK KLENCZONA, BO KLENCZON NIE PISAŁ SZANT. (Boże broń! Tylko stare pieśni z żaglowców, żadnych matactw i prób przypodobania się Publiczności jakimiś nowoczesnymi kompozycjami))
Pozostałe zespoły mogą śpiewać piosenki Klenczona i wszystkie szanty. (I sobie śpiewają)

Dobrze, że nie występuję w zespole szantowym - mogę tworzyć i grać, co chcę.
Nie muszę udawać Anglika, czy innego Greka, nie muszę szperać w obcych nutach i słuchać zza wody mądrych ludzi, że to jest szantą, a tamto nie. Tu wdech, bo ciągniemy linę, a tu wydech, bo kotwica idzie w dół. Marynarze Floty Wojennej...

Polski szantymen - potraficie mówić "nie", bo szanta to jest szanta.
A jak zdefiniujecie polskiego bluesmana?

METALLICA.
"Thrash, power metal - szufladki z takimi paszczami najczęściej rozdziawiały paszcze, żeby pochłonąć Metallikę. "Kiedy słyszę to słowo - mówi o thrashu perkusista Lars Ulrich - kojarzy się ono z czymś mało urozmaiconym muzycznie. Dziesięć wersji tego samego. A my poruszamy się po tak odległych od siebie obszarach i sprawia nam przyjemność granie tak wielu rzeczy, że wciskanie Metalliki do tej jednej szuflady jest moim zdaniem, po prostu niesprawiedliwe"
Tyle, że dla wielu fanów thrash to właśnie Metallica."

Mogę pisać wszem i wobec, że nie jesteśmy zespołem szantowym, ale dla wielu fanów jesteśmy. AMEN.

Gramy polskie szanty ("na rockowo"), czy tego chcemy, czy nie. A ja jestem polskim szantymenem.

Znawcy swoje, a życie swoje. Tyle naszego, co sobie pogadamy.

Pozdrawiam, Wasz Grzywa.

"Szanty w waszym wykonaniu są zajebiste" - tak napisał jeden z naszych fanów.
To nie są szanty - tak mam odpowiedzieć? To z kogo idiotę zrobię, z siebie, czy z fana?

A może warto spróbować w spisie wykonawców na Portalu Szantymaniaka (za porozumieniem tychże wykonawców) zmienić info? Zwrot "zespół wokalno-instrumentalny" zastąpić np. terminem "piosenka żeglarska" lub "szanty a capella".
Przy "S.M.W." jest termin "rock szanty". To jak, zmieniamy?
  II Europejskie Święto Bursztynu 2008
Już po raz drugi jest organizowane w Wieluniu Europejskie Święto Bursztynu.

Poniżej podaję terminarz tego święta:
8 sierpnia 2008 (piątek) – Wieluń

Muzeum Ziemi Wieluńskiej

16.00 – Sympozjum międzynarodowe „Na bursztynowych szlakach”
18.30 – Odsłonięcie kamienia milowego Polskiego Szlaku Bursztynowego
19.00 – Otwarcie wystawy autorskiej Pana Mariusza Gliwińskiego pt.
„KOLOROWY ŚWIAT BURSZTYNU W JUBILERSTWIE”

9 sierpnia 2008 (sobota) – Wieluń ul. Podwale

12.00 – Rozpoczęcie Jarmarku „W kręgu bursztynu”
13.00 – Otwarcie wystawy poplenerowej pt.
„Nadwarciański szlak bursztynowy widziany oczami artysty” galeria ART DECO
15.00 – Konkursy i zabawy dla najmłodszych (prowadzenie Krakowski Teatr Iluzji „Mefisto”)

* wakacyjne warsztaty z bursztynem – dr Elżbieta Sontag (Uniwersytet Gdański)
* poszukiwanie „Złota Bałtyku” w piaskownicy
* bursztyn oczami dziecka – konkurs plastyczny - dr Barbara Wlaźlik (WSHE Łódź)
* jantarowe łamigłówki
* moda epoki rzymskiej – wybór bursztynowej księżniczki i jantarowego księcia -
WŁADCÓW SAMBII
* występ „włoskiego” zespołu „OLD TRADITIONAL JAZZ BAND”

OFICJALNE OTWARCIE II EUROPEJSKIEGO ŚWIĘTA BURSZTYNU 2008
Prowadzenie Radio Ziemi Wieluńskiej, Stowarzyszenie Polski Szlak Bursztynowy

W programie m.in.:
17.00 - Przemarsz kupców i wędrowców szlaku bursztynowego ulicami 725-letniego centrum
miasta Wielunia (wyruszamy z ulicy Podwale)

* Gościnne występy grup legionistów i gladiatorów z FANO (WŁOCHY)
* Prezentacja grup rekonstrukcyjnych „CORNELIUS GLADIATOR” z Lublina oraz „CEZAR”
z Rumii (Trójmiasto)
* Pokazy walk wojów AGENCJI ARTYSTYCZNEJ „SŁOWIAŃSKA”
* Antyczne obyczaje, przesądy i magia w wykonaniu Fundacji Promocji Kultury Antycznej
„Terra Operta”
* Scenki z życia dworu MIESZKA I
* Tradycyjna kuchnia WŁOSKA- degustacja potraw serwowanych przez kucharzy włoskich
z Fano
* Okolicznościowy koncert ORKIESTRY WOJSKA POLSKIEGO
* Gala pieśni i piosenki pt. „Z WŁOSKĄ NUTĄ NA BURSZTYNOWYM SZLAKU”
w wykonaniu artystów Teatrów:
o „WIELKIEGO” i „ROMA” z Warszawy
o „WIELKIEGO” z Łodzi

gościnnie parodysta WALDEMAR OCHNIA

prowadzenie: Aleksandra Chacińska, Michał Kruk i Jerzy Wolniak

* Wręczenie statuetek „MECENAS SZLAKU BURSZTYNOWEGO”
oraz nagrody głównej ufundowanej przez Biuro Turystyczne„BONUS”
(10 dniowy pobyt nad Adriatykiem dla dwóch osób)
* Warsztaty tańca celtyckiego prowadzone przez zespół „COMHLAN”
z Krakowa
* Występ zespołu „FLASH CREEP” (muzyka celtycka, szanty) KARAOKE – piosenki z wybrzeża (I.Santor, K. Krawczyk, R. Schubert)
* Konkursy i zabawy plebejskie dla publiczności, m.in.:
o „Bursztyn w stogu siana”
o „Jantarowe wybrzeże na tle JURAJSKIEJ PERŁY”
o „Zmagania o sakwę bursztynu”

* Włoska Feta w scenerii „płonących” murów miejskich Wielunia (zakończenie godz. 02:00)

10 sierpnia 2008 (niedziela) – Konopnica Grodzisko

15.00 - LEGENDA ZAMCZYSKA

* Pradziejowe spotkanie nad Wartą
* Inscenizacja napadu na karawanę kupiecką
* WYŚCIGI RYDWANÓW RZYMSKICH - grupa kaskaderów z Poznania –
„LUDUS GLADIATORIUS”
* Biesiada słowiańska w pasażu turystycznym w Konopnicy

Myślę że każdy znajdzie coś dla siebie

Więcej o tym święcie można się dowiedzieć na:

http://www.nabursztynowymszlaku.pl
  Qftry - "Q.F.T.R.Y"
Zespół Qftry ze Szczecina cieszy się od nie słabnącą popularnością. Mimo że nie koncertują zbyt często, to jednak stale pracują, urozmaicając swoje brzmienie i repertuar. Od jakiegoś czasu część muzyków tej formacji gra też w grupie Dair, prezentującej folkowe brzmienia z Irlandii. Pewnie również dzięki temu celtyckie elementy na nowej płycie, zatytułowanej "q.f.t.r.y." brzmią bardzo autentycznie.
Wokalnie Qftry przynależą gdzieś pomiędzy tradycyjnym śpiewem, a próbami rozkładania wokali zgodnie z gospelowymi standardami. Nie przesadzają z eksperymentami, słychać to choćby w otwierającym album utworze "Naprzyj na wiosło". Wokale brzmią tam mniej więcej tak, jak dawno temu na pierwszej kasecie grupy Tonam & Synowie - czyli właśnie między tradycją a nowoczesnością. Ci, którzy wzorowali się na Tonamach są już dziś w innym miejscu, daleko od tradycji. Jednak Qftry mimo swojego pietyzmu i starannych aranżacji, wciąż nie zapominają o korzeniach. Słychać to praktycznie w każdym wokalnym utworze.
Druga z kompozycji zawartych na płycie to "Irlandii brzeg", piosenka napisana przez Grzegorza Opalucha. Gdybym nie przeczytał tego na okładce, prawdopodobnie zacząłbym przekopywać zbiory folkowych piosenek morskich (zwłaszcza z Kanady, bo utwór ma charakterystyczny 'sound' z Nowej Funlandii). Niewiele jest tak stylowo napisanych piosenek folkowych w repertuarach naszych rodzimych zespołów.
Utwór Alaina Penneca, utalentowanego bretońskiego harmonisty, znanego ze współpracy z grupą Kouerien Sant Yann i muzykami takimi jak Soig Sibéril i Gilles Le Bigot, posłużył Qftrom za bazę do "Rzewnego żywotu pracownika destylarni". Jak dla mnie to jedna z najlepszych kompozycji na płycie.
Drugi cover, to piosenka "Dead Eye Sound" (właściwy tytuł, to "Deadeye Sound") Lesa Sullivana, która pierwotnie znalazła się na jego albumie "Echoes of Mingulay". To również świetny utwór.
Piosenka "Barret's Privateers" (autorstwa Stana Rogersa, a nie tradycyjna, jak napisane jest na okładce) to echa współpracy członków zespołu z Tomem Lewisem w ramach projektu Poles Apart. Doskonała piosenka, bardzo dobrze wykonana, na dodatek w oryginale. Lekkość brzmienia "New Foundland Sailor" kojarzyć się może z Mechanikami Shanty. Powód jest prosty - niewiele kapel ze sceny szantowej jest w stanie zagrać z takim wyczuciem jak Mechanicy, a Qftrom się to świetnie udało.
Gdyby w polskim radio emitowano folkowe single, to wiązanka "Captain Jack/ Out to the Ocean" najlepiej oddawałaby ducha tego albumu. Pierwsza kompozycja to żeglarska pieśń wykonana a cappella, po niej zaś następuje skoczny jig zagrany tradycyjnie, na ludową irlandzką nutę.
Tekst utworu "Wiatru nam chłopcy" napisała Małgorzata Pływaczyk z zespołu Dair. To kolejny dowód przenikalności tych dwóch składów, dodam, że ta żywa piosenka, z wplecionym słynnym "Morrison's Jig", to również jeden z moich faworytów na tej płycie.
Po kilkukrotnym przesłuchaniu płyty stwierdzam, że moje uwagi do "Irlandii Brzegu" w pewnym sensie mogą dotyczyć całej płyty. Ma ona chyba najbardziej kanadyjskie brzmienie z dotychczas nagranych u nas płyt. Udowadnia to choćby finałowy "MacPherson's Rant". Duch zespołów takich jak Irish Descendents czy (zwłaszcza) Great Big Sea jest tu wszechobecny.
Czy płyta nie ma słabszych momentów? Właściwie to ma. Można by się czepiać czasem nieco "płaskiego" brzmienia wokali, miłośnicy "śląskiej szkoły" śpiewania szant zapewne ten brak pogłosów wychwycą. Pewnie też nie wszystkie utwory są perfekcyjnie zaaranżowane, nie zapominajmy jednak, że to folk i liczy się ogień, którego w sercach Qftrów pewnie jeszcze długo nie zabraknie.
Jeżeli płytę "q.f.t.r.y" potraktujemy jako kolejny krok w rozwoju zespołu, to jest to krok w bardzo dobrym kierunku.
  Klasyfikacja Szant
Moim zdaniem "Keję" można wykonać klasycznie. Można z niej zrobić taką pieśń pracy, że hej!!! Odpowiednie tempo, wiodący głos i chóralne powtarzanie...No, wiecie, taki szantowy dialog pomiędzy szantymenem, a pracującą załogą.
Można to zrobić bez żadnego problemu. I TEKST - marzenie.

Wiem, że szanty to zamknięty zbiór, nawet jeśli niektóre są jeszcze nieodkryte.
To tak, jak z twórczością THE BEATLES - epoka minęła i amen.
Tylko, czy na pewno???

Odwołam się teraz do muzyki. Kto dzisiaj gra i brzmi, jak THE BEATLES?
Kto śpiewa dzisiaj takie teksty? Chyba tylko disco-polowcy (z całym szacunkiem dla disco-polo).
Ale zespół THE BEATLES jest w dużo lepszej sytuacji - nagrał płyty.
Płyty to trwały ślad po zespole. Dzisiaj słucham THE BEATLES i wiem co i jak grali.
A szanty? Z wiadomych przyczyn nie mamy nośników z szantami.
Pewnie ktoś zapisał jakieś pieśni pracy w nutach, ktoś zapisał słowa, ale TRADYCJA, jak to tradycja - ulega z czasem deformacjom.
Przykład? Pierwszy z brzegu. Czarna, piracka bandera i ta trupia czacha z piszczelami.
Fantazja stała się częścią tradycji. Ileż piosenek napisano o groźnych piratach, co pływali pod czarną flagą? A flaga przecież czarna nie była...

Dla muzyki deformacje nie mają znaczenia. Nawet lepiej, że się deformuje.
A szanty? Nie trzeba być profesorem, aby wyobrazić (tak, wyobrazić) sobie łódź i śpiewających na niej marynarzy. Prości ludzie, ochrypłe głosy, ciężka robota - sam wymyślałem "szanty" podczas pracy przy budowie cyrku. Tak, na początku lat 90-tych pisałem szanty cyrkowe!

"Czasem trzeba walić młotem
Az braknie tchu
Ale potem mamy party
Party z Manitou"

I śpiewali cyrkowcy!

Na statkach instrument był rzadkością. Tak było kiedyś.
Czyli szanta a capella lub przy skromnym udziale instrumentów - oto model szanty klasycznej? Moim zdaniem tak. A sposób śpiewania? Uczę się...

A jak jest dzisiaj? Przede wszystkim dzisiaj mamy prąd. I nie chodzi mi o prąd w herbacie, tylko o taki, który płynie z elektrowni.

Prąd potrafi zabić - to wie każdy.
I teraz uwaga!!!
Moim zdaniem ów prąd zabija szantę klasyczną.
Chcę się mylić. Bartosik, rzucam drugi granat.
I nie chodzi mi o to, ze któryś tam zespół nie potrafi wykonać klasycznej szanty bez prądu. Chodzi mi o POKUSĘ posługiwania się elektroniką, itp.

Głośnik zniekształca, końcówka mocy zniekształca, mikrofon zniekształca, konsoleta zniekształca, akustyk zniekształca, pomieszczenie zniekształca, procesor też. Co zatem słyszymy??? Na pewno nie to, co słyszeli ludzie na dawnych żaglowcach.
Wiem, zaraz pojawią się głosy, ze na festiwalu jest dużo ludzi, itd. Nagłośnienie być musi.

TERAZ TRZECI GRANAT, Bartosik.

PERKUSJA - tak zaciekle atakowana.
Jeśli używamy w szantach nowoczesnej aparatury nagłośnieniowej, oświetlenia, to czym jest używanie niemłodej już, poczciwej perkusji?

Szaloną awangardą? Ej, coś tu chyba nie tak. Jako uczeń mam prawo mieć wątpliwości.

Już kończę...

ZGADZAM SIĘ Z MAĆKIEM.
ROZUMIEM BARTOSIKA.
TACLEM DOBRZE PRAWI.
SUOMI TEŻ MA RACJĘ.
MICHAŁ WIE, O CO CHODZI.
SŁOWIK KOCHA SZANTY.

A JA? Mam pytań setki, mam wątpliwości tysiące i długą drogę przed sobą, aby móc polemizować ze znawcami szant.
Kiedyś TACLEM napisał coś takiego: "Grzywa, jak przesłuchasz parę setek płyt, to pogadamy". Może napisał to nieco inaczej, ale sens pozostał.
Przesłuchałem, więc mogę pogadać. Czy gadam z sensem? Nie wiem, ale cóż można wymagać od ucznia z IV-tej klasy powszechniaka?

Pozdrawiam Was serdecznie, Grzywa.
  O naśladowaniu wzorców w muzyce
Kochani, to pięknie, że rozgorzała tu tak gorąca dyskusja, że to właśnie nasze - Grogersowe wykonanie przyczyniło się do podjęcia jakże ważkiego - ale obecnego od wielu, wielu dziesięcioleci (przynajmniej od momentu gdy tradycyjny folklor zaczął być interpretowany na różne sposoby) tematu.

Naśladowanie? A zastanawialiście się nad surowością i tradycją wykonań Czterech Refów czy Starych Dzwonów? Czyż w twórczości tych Wielkich Mistrzów, których właśnie za wierność tradycji podziwiam, kocham i słucham chętniej niż czegokolwiek innego, nie znajdziecie odniesień, które niektórzy mogliby nazwać naśladownictwem? A np. gdy weźmiecie płytę A. L. Lloyda - "Leviathan", np. utwór "Bonny ship the Diamond"? Ile z tych utworów podobnych jest do wykonania Czterech Refów? A przecież chyba nie znajdzie się nikt, kto przed siłą i pięknem tych wykonań nie klęknie i nie odda Czterem refom za wiernośc ale także - za własny wkład i serce - hołdu.

Każdy wybiera drogę taką, jaką mu serce dyktuje. Jako The Grogers kochamy Tradycję. I nasze serca biją w jej rytm, co nie oznacza naśladownictwa, lecz dzielenie się publicznością tym, co każdy z nas czuje i odbiera jako najcenniejsze. Często zdarzają nam się własne aranżacje, pewne zmiany, lecz podyktowane niczym innym jak tylko właśnie sercem i odczuciami oraz wypadkową doznań muzycznych, którymi się dzielimy. I nie znaczy to, że razem, czy każdy z nas z osobna, nie poszukujemy, nie komponujemy, nie przecieramy nowych szlaków. Zarówno pianista grający koncert Chopina lub też zespół grajcy np. muzykę Andów (vide Sierra Manta, Varsovia Manta), czy koncertujący zespół folkowo-szantowy - poszukuje własnej drogi o ile posiada serce, zaś wykonanie z tymże sercem pierwowzoru ujmą wcale nie jest.

Od zawsze jedni komponowali własne utwory, inni pozostawali wierni Tradycji smakując i delektując się każdą jej nutą, albowiem przez stulecia nabierała ona, niczym dobre wino, nieocenionego bukietu smaków i aromatów muzycznych. Jeszcze inni starali się trwać w konwencji, wnosząc zarazem coś od siebie.

Co do Claptona - doskonały przykład. Jeśli cenię Claptona, Presleya, Dylana, to dlaczego i w imię czego nie wolno mi zagrać i zaśpiewać ich utworów tak jak ja je czuję? Taką barwą, taką mocą, która płynie z doświadczeń całego mojego życia, jakże innego od wymienionych wykonawców.

Pozwólmy każdemu na serce. Zostawmy wolność muzycznego wyboru do - nie tyle naśladowania, co właśnie - grania Tradycji swoim własnym sercem - może tak samo, a może w nowej aranżacji, harmonizacji, czy wreszcie (jeśli o mnie chodzi) takiej barwy wokalu, którą serce dyktuje.

Niemożliwością byłoby nie zauważyć, iż szanty oraz cały ruch folkowy ma to do siebie, że z Tradycji czerpie. Nie sposób zatem czynić zarzutu z naśladowania, albowiem musiałyby powstać festiwale nakazujące jedynie piosenkę żeglarską jako jedynie słuszną drogę, musieliby zrodzić się ludzie, mający alergię na to, co tradycyjne. O tym, co było zapomina dziś wielu, o historii, o korzeniach - lecz czy to dobrze, czy to źle - niech każdy oceni w głębi swoich myśli.

Mieszanie się gatunków z własnymi pomysłami często powoduje że znane utwory nabierają "kopa" i "kolorów"
pisze Słupek.

Niech tak właśnie pozostanie :)
 



szanta Przyjaciółka żeglarzy Szanty
Szanty chyty gitara
szanty do pobrania
Szanty teskty
Szanty w Giżycku
szanty wikipedia
szczegółowa mapa geograficzna Polski
Szambo projekt
szcztno informacje
SZEPTEL S.S.
Szczegółowa mapa Polski góry
Szczyt Chirurgia
Szklarska Poręba sylwester
Szkoła 98 Kraków
Szczyrk schroniska
  • ktokolwiek widzial ktokolwiek wie
  • 2222addobe flash2222
  • vw polo ii
  • bukowina tatrzanska noclegi
  • asmax com
  • spoldzielnia mieszkaniowa szaserow
  • triangle 2009
  • najtansze kredyty
  • www knauf de